poniedziałek, 23 września 2013

Jak nie wzbudziłem moralnej paniki

Portal Gazeta ujął się za dziećmi nękanymi długim ciągiem reklam przed seansem w dodatku niedobranymi do wieku widzów.  No cóż, ja też się z tym zetknąłem podczas rodzinnego wypadu do kina. Co więcej naskarżyłem Gazecie (olała), Multikinu (olało) i Rzecznikowi Praw Dziecka (odpowiedział).

A było tak, tu zacytuję moją skargę

W niedzielę 17.05.2009 wybraliśmy się całą rodziną na seans filmu "Star
Trek" w Warszawskich Złotych Tarasach. Film ten (według IMDB ) ma
kategorię PG-13, w innych krajach jest rekomendowany dla widzów od
dwunastu lat. Było nam bardzo przykro, gdy przed seansem o godz. 15:10
"uraczono " nasze dzieci zwiastunami następujących horrorów "Friday the
13th" i "Antychryst".
Pierwszy z tych według IMDB kategorię R z uwagi na "strong bloody
violence, some graphic sexual content, language and drug material",
eksponowaną z zwiastunie drugiego filmu scenę można obejrzeć na
załączonym zdjęciu.

Sytuacja, gdy zabierając dzieci na film właściwy dla ich wieku, narażam
je na oglądanie scen seksu i przemocy przeznaczonych dla widzów
dorosłych jest wysoce niewłaściwa.

 Żale poszły do trzech adresatów, załącznikiem był nagi tyłek Williama Dafoe z filmu "Antychryst" .
Jedyną odpowiedź otrzymałem od Rzecznika Praw Dziecka. Podziękowano mi za troskę o małoletniego widza. Zostałem też uświadomiony, że "dystrybutorzy filmów kinowych działają na zasadzie dowolności". RPD występował do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego "o podjęcie inicjatywy ustawodawczej  w zakresie przyporządkowania filmom kinowym kategorii wiekowej oraz wprowadzenia zakazu emisji przed seansami dla małoletnich widzów zapowiedzi i reklam przeznaczonych dla dorosłej publiczności".

 Było to w 2009 roku, sytuacja bez zmian. Widząc w którą stronę podąża Bolanda, to może lepiej, że nie mamy kategorii wiekowych w kinach. Kto chętny do zapoznania się z odpowiedzią RPD to tu link do PDF'a (udostępniam z dysku google, nie wiem jak to zadziała)

środa, 3 lipca 2013

Kod Hellera

JOSEPH HELLER

Paragraf 22

(Tłumaczył Lech Jęczmyk)


Zbyt wiele było niebezpieczeństw, z którymi Yossarian musiał się nieustannie liczyć. Byli na przykład Hitler, Mussolini i Tojo, i wszyscy trzej uparli się, żeby go zabić. Był porucznik Scheisskopf, fanatyk defilad, i nalany pułkownik z wielkim wąsem, fanatyk odwetu, i oni też chcieli go zabić. Byli Appleby, Hayermeyer, Black i Korn. Siostry Cramer i Duckett, był tego prawie pewien, też pragnęły jego śmierci, podobnie jak Teksańczyk i facet z Wydziału Śledczego, co do którego nie miał najmniejszych wątpliwości. Jego śmierci pragnęli barmani, murarze i kierowcy autobusów z całego świata, właściciele domów i lokatorzy, zdrajcy i patrioci, kaci, krwiopijcy i lokaje. To była tajemnica, którą Snowden wyjawił mu w locie nad Awinionem — wszyscy oni chcieli go wykończyć i Snowden puścił na ten temat farbę, zalewając cały tył samolotu.

Posypało się jak z worka, a potem Yossarian zadał pytanie, na które nie było odpowiedzi:
— Gdzież jest niegdysiejszy Snowden?
Pytanie poruszyło ich do żywego, gdyż Snowden zginął nad Awinionem, kiedy Dobbs dostał ataku szału w samolocie i wyrwał stery Huple'owi.
Kapral udał głupiego.
— Słucham? — spytał.
— Gdzież jest niegdysiejszy Snowden?
— Obawiam się, że nie rozumiem pytania.
— Ou sont Neigedens d'antan? — powiedział Yossarian, żeby mu ułatwić sprawę.
— Parlez en anglais, jak Boga kocham, je ne parle pas francais — poprosił kapral.
— Ja też nie — odpowiedział Yossarian, gotów ścigać go wśród wszystkich słów świata, żeby wydębić z niego odpowiedź, ale przeszkodził mu w tym Clevinger, blady, chudy, z trudem chwytający oddech i już ze Izami błyskającymi w niedożywionych oczach.
Dowództwo grupy było zaniepokojone, bo nigdy nie wiadomo, do czego ludzie się dopytają, skoro raz poczują, że mają prawo zadawać pytania.

czwartek, 27 czerwca 2013

Psi 10Kč

Długi majowy weekend spędzaliśmy na szlakach Reinmara z Bielawy (wiem, on tam nie spał na pewno, ale my tak i przyjmują psy). Pogoda nie dopisała, więc zwiedzaliśmy zamki,  katedry jak i Kościoły Pokoju. Zdjęć nie będzie, bo chyba wszyscy wiedzą jak wygląda deszcz i mgła.
Nastał w końcu bezdeszczowy dzień i ruszyliśmy w góry, niepatriotycznie zignorowaliśmy Błędne Skały jak i Szczeliniec Wielki. Pojechaliśmy w czeskie góry, a dlaczego to wyjaśniałem już w w jednej z notek.
W odróżnieniu od naszych (polskich znaczy) rezerwatów mogliśmy zwiedzać Adršpašskoteplické skály i Teplice nad Metují razem  z psem.
Kupujemy bilet rodzinny + psi, bo pies to jeszcze nie rodzina, może z czasem to poprawią ;-) Bilet dla psa nie jest drogi, zależnie od parku kosztuje 10 lub 15Kč czyli jakieś 2-3zł.
Na odwrocie biletu jest przypomnienie zasad obowiązujących w rezerwacie (nie schodź ze szlaku, nie pal ognia, nie niszcz roślinności, prowadź psa na smyczy).  Na wypadek, gdyby nie wszyscy turyści mieli stosowne zaopatrzenie, do psiego biletu dołączana jest gustowna torebka z zabawnym nadrukiem.

 Czesi, podobnie jak Słowacy i Austriacy zamiast srożyć zakazy, ułatwiają turystom życie wybierając rozsądny kompromis między wymogami ochrony przyrody a utrudnianiem ludziom życia. A przyrodę traktują poważnie, z uwagi na sezon lęgowy pary rzadkiego gatunku ptaków całkowicie zamknęli jedną drogę, przerywając pętlę dla zwiedzających.

niedziela, 24 lutego 2013

Bruzda w rękach małpy

Rzewne pitolenie pewnego księdza wygenerowało spory ruch w internecie, jedna z odpowiedzi mnie zaciekawiła.

Małpia bruzda na dłoni  występuje niekiedy u  ludzi zdrowych, z większą częstością zdarza się w grupie osób z zespołami różnych wad genetycznych. Najczęściej spotykamy się z nią – no kiedy? Pomyśl Czytelniku… U ludzi zdrowych, bo takich jest najwięcej! Z „in vitro” oczywiście nie ma nic wspólnego.

Tu się kłania pewien duchowny sprzed trzech stuleci, dzięki  któremu mamy mniej spamu i zadania ze statystyki, które testują "zdrowy rozsądek". Sprawdźmy zatem na kalkulatorze.

Wikipedia twierdzi, że "małpia bruzda" (ang. Single transverse palmar crease ) występuje u 10% populacji na jednej dłoni i 5% populacji na obu dłoniach.  Tamże znajdziemy informację, że występuje u 45% populacji z zespołem Downa. W roku 2012 urodziło się w Polsce 388 416 dzieci. Ile może mieć "małpią bruzdę" ile zespół Downa, a ile jedno i drugie?

388 tys. x 5% (bruzdy na obu dłoniach) = 19 400
Polska Wiki podaje "Częstość występowania zespołu Downa szacuje się na 1 przypadek na 800–1000 żywych urodzeń." weźmy 900 czyli mamy
388 tys. / 900 (częstość urodzeń) x 45% (częstość występowania bruzdy u dzieci z zespołem Downa)= 194 dzieci z zespołem Downa i bruzdą.

Czyli nie mecząc się wzorami pana Bayesa, jeśli napotkamy noworodka z małpią bruzdą, to szansa, że ma zespół Downa to jakieś 194/19400 x 100%  =  JEDEN PROCENT!

środa, 20 lutego 2013

uroczyście przysięgam na nawias kwadratowy bóstwo do wyboru rekruta zamknąć nawias



- Ja przecinek nawias kwadratowy imię rekruta zamknąć nawias przecinek...
Skinął na pozostałych.
- Powtarzajcie.
Zaczęli chórem. Angua usiłowała się nie roześmiać.
- ...uroczyście przysięgam na nawias kwadratowy bóstwo do wyboru rekruta zamknąć nawias przestrzegać Praw i Przepisów Porządkowych Miasta Ankh-Morpork przecinek nie zawieść publicznego zaufania i chronić poddanych Jego łamane Jej nawias kwadratowy niepotrzebne skreślić zamknąć nawias Wysokości nawias kwadratowy imię panującego Monarchy zamknąć nawias...
Angua usiłowała wpatrywać się nieruchomo w punkt powyżej ucha Marchewy. Na dodatek spokojny, monotonny głos Detrytusa był już o kilkanaście słów spóźniony.
- ...bez trwogi przecinek korzyści ani dbałości o własne bezpieczeństwo średnik ścigać złoczyńców i osłaniać niewinnych przecinek a w razie konieczności własne życie złożyć dla wspomnianej Sprawy przecinek tak mi dopomóż nawias kwadratowy wyżej wymienione bóstwo zamknąć nawias kropka Bogowie chrońcie Króla łamane Królową nawias kwadratowy niepotrzebne skreślić zamknąć nawias kropka.
Angua dokończyła z ulgą i dopiero wtedy przyjrzała się twarzy Marchewy. Trudno było nie zauważyć, że po policzkach spływają mu prawdziwe łzy wzruszenia.
"Zbrojni"  Terry Pratchett

Wniosek o rejestrację Kościoła Latającego Potwora Spaghetti przyprawił urzędników o dreszcze, więc postanowili zapewnić sobie dupokryjkę w postaci opinii biegłego. Religioznawcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prof. dr hab. Kazimierz Banek oraz Dr Piotr Czarnecki postanowili użyć  logiki do rozważań nad religią, ale bardzo starannie używają jej wybiórczo, tylko do tej jednej o którą pyta Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji. Nie dostrzegli, że pytanie jakie postawili ma charakter uniwersalny. 

" Przede wszystkim jednak, musi pojawić się refleksja natury zasadniczej: czy jest możliwe, aby jakaś grupa ludzi w miarę rozsądnych i w miarę wykształconych w sposób poważny traktowała tezę, iż w rzeczywistości istnieje Latający Potwór Spaghetti, który stworzył wszechświat, jest wszechmogący i wszechwiedzący."

 A powinno być 

" Przede wszystkim jednak, musi pojawić się refleksja natury zasadniczej: czy jest możliwe, aby jakaś grupa ludzi w miarę rozsądnych i w miarę wykształconych w sposób poważny traktowała tezę, iż w rzeczywistości istnieje nawias kwadratowy bóstwo do wyboru obywatela zamknąć nawias , który stworzył wszechświat, jest wszechmogący i wszechwiedzący."


P.S. Dziękuję kilku komentatorom z G+ za inspirującą dyskusję, której fragmenty zostały tutaj wykorzystane.

sobota, 9 lutego 2013

Co to za majestat, co się Fiony boi?


Fryderyk Józef I postanowił pożyczyć większą kwotę od pewnego żydowskiego bankiera. Gdy ten przybył na dwór, jeden z urzędników państwowych poprosił go o krótką rozmowę.
- Pański syn, mein Herr, jest podobno groźnym terrorystą i anarchistą. Jeżeli mógłby pan coś w tej kwestii...
Na to bankier
 - Ej, tam. Skoro tak, to ja cesarzowi nic nie pożyczę.
- Jak to? Dlaczego? Nie ufa pan monarchii austriackiej?
- A cóż to za monarchia, co się boi mojego Icka?

Ta stara anegdota przypomniała mi się podczas noworocznego wyjazdu do Czorsztyna. Postanowiliśmy powędrować, przez Pieniński Park Narodowy ze Szczawnicy do Czerwonego Klasztoru. Niestety na drodze napotkaliśmy złowrogą tablicę, straszącą nas surowymi konsekwencjami, jeśli nasz pies podepcze majestat gór.Padliśmy ofiarą zaostrzenia (dlaczego w Polsce przepisy się tylko zaostrza, a nie liberalizuje?) ustawy. Było tak 
Poruszanie się z psem w Parkach Narodowych i Rezerwatach Przyrody reguluje ustawa o ochronie przyrody z 16 października 1991 roku, w myśl której na terenie Parków Narodowych i Rezerwatów Przyrody psy mogą się poruszać jedynie na smyczy i w kagańcu. 
Ale oczywiście ktoś, posłowie "p is silent" ;-) musieli to zmienić, na gorsze. 
 Jednak w 2004 roku weszła nowa ustawa, w której znajdujemy jeszcze bardziej rygorystyczne przepisy. Przedstawiam zapis ustawy z dnia 16 kwietnia 2004r. o ochronie przyrody, który dotyczy:
Art. 15 ust. 1 
W parkach narodowych oraz w rezerwatach przyrody zabrania się:
1) ...
16)wprowadzania psów na obszary objęte ochroną ścisłą i czynną, z wyjątkiem miejsc wyznaczonych w planie ochrony oraz psów pasterskich wprowadzanych na obszary objęte ochroną czynną, na których plan ochrony albo zadania ochronne dopuszczają wypas;

Szkoda,że szeroki trakt wzdłuż Dunajca, ze ścieżką rowerową nie został wyznaczony w "planie ochrony" Przykro nam było, że dzielny pogromca majestatu gór (sznaucer miniaturka, wabi się Fiona)  sobie nie pospaceruje. Zapakowaliśmy  się do samochodu, przejechaliśmy do granicy (w Sromowcach Niżnych) przeszliśmy kładkę, zwiedziliśmy klasztor (z psem, a jakże, wpuścili) a potem poszliśmy na spacer. Do Szczawnicy od strony Czerwonego Klasztoru. Nie łamiąc (po słowackiej stronie) żadnego przepisu, legalnie i praworządnie. Bo Słowacy (inne nacje zresztą też) w swojej części parku mają inne przepisy. Normalniejsze.


Wytęż wzrok i znajdź trochę szczegółów, którymi różnią się te części parku narodowego
Po Słowackiej stronie wędrówka z psem jest dozwolona! Nie tylko w Pienińskim Parku Narodowym. Pamiętałem, że do Morskiego Oka drogą z Łysej Polany z psem nie wolno wędrować (tą samą drogą na której konie odwalają czasem kitę ).
Co mówi regulamin słowackiej części Tatrzańskiego Parku Narodowego?
If you are enjoying your stay in the National Park with your pet dog then the dog should always be on a lead and muzzled. In specifically designated nature reserves dogs are not permitted to enter at all.

Jako, że mój pies już zwiedził kawałek UE (ma paszport, czipa i dużo fotek z egzotycznych miejsc) i nie napotkał problemów, sprawdziłem jak tam było z przepisami . Praworządni Austriacy i Niemcy też spacerowali z psami po Parku Narodowym Kaunertal  obowiązuje zasada " Hunde bitte an die Leine" czyli pieski na smyczy i już. Chyba  naszą cechą narodową jest srożenie się i mnożenie przepisów, które trudno racjonalnie uzasadnić. Strażnicy parku próbują czasem wymyślić jakieś pokrętne uzasadnienia zagrożeniem   epidemiologicznym. Pięknie z nimi rozprawiła się Yorczka na forum Psiaki więc nie będę powtarzał.

A pies i my uwielbiamy wędrówki po górach, ale w Polsce widać nie chcą naszej kasy, więc będziemy wędrować za granicą. Kto nie wierzy w dzielność tych niespełna pięciu kilogramów mięśni niech zobaczy trasę, po której nieźle nas bolały nogi.


sobota, 5 stycznia 2013

Słyszeliście Blade Runnera?



Lepiej byłoby dostać go z tego miejsca, stwierdził. Postawił walizkę z wyposażeniem, otworzył ją po omacku, wyjął nadajnik rozproszonych fal Penfielda, wcisnął klawisz ustawiający częstotliwość katalepsji. Sam chroniony był przed rozproszonym promieniowaniem skierowaną na niego bezpośrednio falą niwelującą, którą emitował metalowy korpus nadajnika.
  Teraz wszyscy są zamrożeni na sztywno, powiedział do siebie, wyłączając nadajnik. Wszyscy w okolicy - ludzie i andki. Nic mi nie grozi, muszę tylko wejść i zlaserować go.

Ważne! Fale Penfielda działają na andki (no i ludzi).

Zaczął grzebać w jej torbie. Podobnie jak prawdziwa kobieta, Rachel również miała w niej mnóstwo wszelkich najprzeróżniejszych przedmiotów. Poszukiwania zdawały się przeciągać w nieskończoność.
  W tym samym czasie Rachel zrzuciła buty i rozpięła szorty. Zsunęła je i stojąc na jednej nodze odrzuciła stopą w drugi koniec pokoju. Potem upadła na łóżko, sięgnęła po szklankę, ale tylko potrąciła ją i zrzuciła na dywan. - Cholera - powiedziała i niepewnie podniosła się z łóżka. Stała w samych figach i przyglądała mu się, jak szpera w jej torebce. Potem bardzo ostrożnie odwinęła kołdrę, położyła się i przykryła.
  - Czy to to? - Wyjął metalową kulę ze sterczącym z niej przyciskiem.
  - Wprowadza androidy w stan katalepsji - powiedziała Rachel z zamkniętymi oczyma. - Na kilka sekund. Zawiesza oddychanie. Twoje również, ale ludzie przez taki czas mogą działać nie oddychając. Natomiast nerw błędny androida...
  - Wiem. - Wyprostował się. - System nerwowy androida nie potrafi się elastycznie włączać i wyłączać. Ale powiedziałaś, że to działa nie dłużej niż pięć czy sześć sekund.

Fajny gadżet, ale być może korporacja Tyrella Rosena trzyma to w tajemnicy i dlatego Deckard  nie miał tej zabawki w policyjnym arsenale. A mógłby sprawdzić na paru osobach/andkach jak działa elektroniczne walnięcie w nerw błędny i przy okazji zawiesić im oddychanie.  


Zdjął obraz ze ściany w salonie, umocował do gwoździa maleńki, elektroniczny aparat i cofnął się trochę. Przyjrzał się swojemu dziełu, a potem znowu zawiesił obraz. - Teraz alarm. - Zebrał ciągnące się za nim przewody umocowane do skomplikowanego urządzenia. Wciąż uśmiechając się swoim niepokojącym uśmiechem, pokazał aparaturę Pris i Johnowi Isidore. - Alarm. Przewody umieszczone pod dywanem. Są anteną. Reaguje na obecność... - zawahał się - myślącej jednostki - zakończył w niejasny sposób. - Nie jest nikim z nas czworga.
  - A więc zadzwoni - powiedziała Pris. - I co wtedy? Łowca będzie miał broń. Czy mamy wszyscy rzucić się na niego i zagryźć go na śmierć?
  - To urządzenie ma wbudowany modulator Penfielda - wyjaśnił Roy. - Kiedy alarm się włączy, zespół zacznie emitować fale wprowadzające intruza w panikę. Chyba że zadziała bardzo szybko, co jest możliwe. Wpadnie w nastrój straszliwej paniki. Nastroiłem aparat na pełną moc. Żadna ludzka istota nie zdoła wytrzymać w sąsiedztwie tej aparatury dłużej niż kilka sekund. Na tym polega panika - prowadzi do przypadkowych, absurdalnych działań, bezsensownej ucieczki, skurczy mięśniowych i nerwowych. A to da nam szansę, by go dopaść - zakończył. - Mamy taką możliwość. Wszystko zależy od tego, jak jest dobry.
  - Czy alarm nie zadziała również na nas? - spytał Isidore.
  - Słusznie - Pris zwróciła się do Roya Baty’ego. - Isidore zareaguje na niego.
  - No i co z tego - odparł Baty znowu zabierając się do zakładania instalacji. - W takim razie obaj wybiegną stąd w panice. Zyskamy na czasie. Nie zabiją Isidore, nie mają go na swojej liście. Dlatego jest dla nas przydatny jako osłona.

Ważne! Fale Penfielda działają na ludzi, nie na andki. No dobra, żeby być precyzyjnym, na pewno nie działają na Nexus 6.

  - Nie mógłbyś lepiej tego urządzić, Roy? - zapytała ostro Pris.
  - Nie - odparł. - Nie mogę.
  - Jutro z-z-zdołam zorganizować jakąś broń - odezwał się Isidore.
  - Czy jesteś pewien, że obecność Isidore nie spowoduje włączenia alarmu? - powiedziała Pris. - W końcu on jest...Sam wiesz.
  - Wprowadziłem poprawkę na jego emanacje umysłowe - wyjaśnił Roy. - Ich suma nie jest w stanie włączyć niczego. Na to trzeba by jeszcze jednego człowieka. Osobę. - Ze zmarszczonymi brwiami zerknął na Isidore, w pełni uświadamiając sobie znaczenie wypowiedzianych słów.

Cwaniak z tego andka. Z elektronicznego złomu zmontował detektor zdalnie odróżniający ludzi od andków. Wyrzućmy test Voight-Kampffa do kosza. Przecież wystarczy zwykła bramka - jak na lotnisku i mamy detektor andków w każdym budynku publicznym.


Mamy więc wiele różnorakich możliwości odróżnienia andka od człowieka (jest jeszcze test Reakcji Bonellego), więc po co stosować test Voight-Kampffa?

Odpowiedź jest tylko jedna. Dla tej sceny 



PS  Pierwszy był film,  obejrzany na jakimś pokazie w SFANie. Książka wiele lat później, gdy była legalnie dostępna. Wtedy nie zauważyłem dziur w fabule (kto zauważył przy pierwszej lekturze ręka w górę). Dlaczego wiec ponownie wracam do nieśmiertelnego syffowskiego wątku?
Bo tym razem tytuł brzmi -  A słuchaliście “Blade Runnera” ?  



Nowy audiobook jest rewelacyjny, każdy element pasuje i potęguje nastrój. Obsada Więckiewicz(narrator), Chyra (Deckard), Dereszowska plus inni wspaniali aktorzy/lektorzy(Czubówna). Klimatyczny jazzujący podkład Wojtek Mazolewski & Pink Freud. No i efekty. Marketingowo opisane dźwięki binauralne, prezentowane jako "audiobook w technologii 3D" robią wrażenie. Myślałem, że słuchowiska "Narenturn" i "Boży bojownicy" to absolutny top realizacji. 
"Blade Runner" jest kategorię wyżej. W zwykłym samochodowym stereo (zawsze słucham audiobooków w drodze do/z pracy) brzmi świetnie, na porządnych słuchawkach oszałamia. 

czwartek, 3 stycznia 2013

Ewolucja konwergentna czyli ustroje do dupy

Ewolucja konwergentna -  powstawanie morfologicznie i funkcjonalnie podobnych struktur w grupach organizmów odlegle spokrewnionych, odrębnych dla tych grup cech pierwotnych, w odpowiedzi na podobne wymagania środowiskowe.

Bereza Kartuska 1934–1939 Polska


Torturą było nawet wypróżnianie się. Tę czynność fizjologiczną można było załatwić tylko raz na dobę, rano po obudzeniu. Ludzie stawali w pokoju z betonową podłogą i na komendę każdy z nich miał obowiązek rozpiąć się, załatwić się i zapiąć się w ciągu kilkunastu sekund, co było oczywiście czasem niewystarczającym. Konieczność trzymania moczu i kału powodowała samoczynne wypróżnianie się więźniów co było karane chłostą.


prof. Andrzej Garlicki "Bereza, polski obóz koncentracyjny" Gazeta Wyborcza


Dachau 1942 Trzecia Rzesza


Biegiem do ustępu i z powrotem, na progu znów buty z nóg i spać. Niejeden raz marsz do ustępu odbywał się z przygodami. Gdy było zimno, każdy chciał jak najszybciej przebiec tam i z powrotem. Większość ludzi w obozie zamiast butów nosiła trepy, które stukały głośno na kamieniach. Arystokraci nasi zaczajali się wtedy w sieni i bili tych, którzy stukali trepami.....

Kiedy w nocy miałem wyjść, przedtem leżałem i słuchałem, jak chodzą inni. Słyszę, że ktoś idzie: poszedł. Znów ktoś idzie: poszedł. Ktoś wraca: już jest w sztubie. Teraz już mogę iść i ja. Tak wyglądało normalne wyjście. Często jednak było tak: słucham, idzie ktoś, dochodzi do sieni. Łup! - słychać uderzenie kijem i - Eeech! - głębokie jęknięcie. Znów ktoś wychodzi: Łup! - Eeech! - znów jęknięcie. Wraca ktoś - to samo. Oho, Stasiu, nie wychodź teraz, bo i ty dostaniesz pałą. To któryś drań - kapo, sztubowy albo blokowy - ustawił się z pałą w sieni i bawi się. Nie pracuje, więc jak w dzień się wyśpi, to w nocy nie może spać i szuka sobie jakiejś rozrywki. Ale ja muszę iść do ustępu. W łóżko - nie można, zabiją na pewno. W miskę nie można, bo też zabiją, a przedtem każą wypić. Ale są przecież buty - drewniaki albo czółna, całe z drzewa, które nie nasiąkną. A więc w but. Gdy budziłem się drugi raz, a zabawa już się skończyła, wtedy wychodziłem. Za progiem wylewałem z butów i biegłem do ustępu.

Stanisław Grzesiuk "Pięć lat kacetu"


Kijów 1967 ZSRR

Odwach to nie więzienie, tu nie ma miejsca na kibel. W ogóle jest ogromna różnica między anclem a kryminałem. Władze penitencjarne mają mnóstwo czasu, aby oddziaływać na więźnia wychowawczo. Czas, jakim dysponuje dowództwo karnej kompanii, jest ograniczony. W związku z tym starają się one maksymalnie urozmaicić program, wykorzystując do celów wychowawczych wszystkie potrzeby fizjologiczne człowieka. Ćwiczenie potrzeb fizjologicznych wyniesiono tu do rangi wychowawczej i przebiega ono pod czujnym okiem administracji....

Głośno szczękając otwieranymi zamkami, do celi wchodzi kapral i dwaj strażnicy. Więźniowie stają na baczność, jak na defiladzie. Kapral celuje brudnym palcem w pierś pierwszego lepszego aresztanta:
- Biegiem!!!
Aresztant puszcza się pędem korytarzami i schodami. Na każdym zakręcie stoi kolejny strażnik, który wrzeszczy:
- Szybciej!
- Szybciej!!
- Szybciej!!!
Aresztant nie potrzebuje specjalnego dopingu. Wie doskonale, że w każdej chwili, pod pretekstem niedostatecznej szybkości, może zostać odesłany z powrotem, czasami tuż sprzed upragnionych drzwi.
- Wygląda na to, gołąbeczku, że ci się aż tak bardzo nie chciało. No, to w tył zwrot. Do celi!
A z przeciwka już zasuwa po schodach kolejny aresztant, tylko podeszwy mu błyskają. Skończywszy z jedną celą, kapral i strażnicy zamykają drzwi i kierują się do następnej. Często się zdarza, że kapral w ogóle „zapomni” wysłać tego czy owego do ustępu, a czasami potrafi przeoczyć całą celę. I tak nie ma się komu poskarżyć.
Chciałbym w tym miejscu zapewnić z całą stanowczością, że w żadnej radzieckiej kabarynie nie doszło nigdy do pogwałcenia choćby jednej literki prawa. Weźmy, dla przykładu, czas na załatwienie potrzeb fizjologicznych. Najdemokratyczniejsza konstytucja na świecie - Konstytucja Związku Radzieckiego - gwarantowała wszystkim obywatelom prawo do pracy. Gdzież, jeżeli nie na odwachu, można w pełni zakosztować tego prawa? Albo, przypuśćmy, prawo do nauki. Chcesz czy nie chcesz, trzy godziny dziennie musisz poświęcić na naukę musztry i szkolenie taktyczne, plus parę razy w tygodniu szkolenie polityczne. Czy wreszcie prawo do wypoczynku. Codziennie dowożą cię do pracy i z pracy - wykorzystaj więc ten czas na wypoczynek, albo wypoczywaj nocą na dechach. Za to ani w Konstytucji, ani w żadnym innym zbiorze praw, nie wspomniano choćby słowem o sraniu. Nie próbuj żądać więcej, niż ci gwarantuje Konstytucja! A może sprzyjasz przeciwnikom radzieckiego systemu praworządności?

Wiktor Suworow "Żołnierze wolności"

Przewróciło się, niech leży

Czasem najdzie mnie chęć skomentowania rzeczywistości. Facebook i Google+ schowają potem moje pisanie w osi czasu. Odnaleźć je można tylko wiedząc, że takie wpisy istniały.

Tu, na tym blogu położę wrażenia z lektury, ciągi skojarzeń i inne przejawy aktywności neuronów. Może nikt tu nie będzie zaglądał, ale mi będzie łatwiej znaleźć moją twórczość. Niech leży. Na potem.