środa, 23 grudnia 2015

Biały proszek czy pedofilskie pliki?

Polska historia tak wygląda, że po mniej więcej dwóch dekadach rozwoju nadpływa jakiś Schleswig-Holstein lub Prezessimus i znów trzeba odbudowywać. Niestety, ostrzał i destrukcja TK to nie koniec wojenki z demokracją. Teraz trzeba obrócić działa na ...?

Na pewno oberwą sądy, wszak przed sądem  można się powołać na Konstytucję RP i głupio wyjdzie, jak sąd uzna, że jednak ten dokument obowiązuje. 


Kolejny kandydat do ostrzału to pewna pożyteczna i zasłużona organizacja Helsińska Fundacja Praw Człowieka za to, że patrzy na ręce i podnosi głos. 

Są kraje, które wobec organizacji pozarządowych stosują podobny  modus operandi. 

"Zamaskowani bojówkarze zdemolowali biuro organizacji pozarządowej Komitet Przeciwko Torturom w stolicy Czeczenii - Groznym. Rozbiwszy młotem drzwi wtargnęli do środka i wynieśli przechowywane tam dokumenty.

Napastnicy zniszczyli też zaparkowany przed biurem samochód należący do obrońców praw człowieka. Policja nie interweniowała. "

"Rosyjska policja dokonała we wtorek przeszukań w siedzibie organizacji pozarządowej Gołos, broniącej praw wyborców i w domach jej działaczy, w tym u współprzewodniczącego Grigorija Mielkonjanca - poinformowała adwokatka organizacji Olga Gniezdiłowa. Powiedziała, że funkcjonariusze policji zarekwirowali komputery aktywistów, w których domach przeprowadzono rewizje. "

"Oskarżenia o agenturalność i zamknięcie jednej z czołowych rosyjskich organizacji broniących praw człowieka. Rosyjskie ministerstwo sprawiedliwości zdecydowało, że Komitetowi Przeciwko Torturom zostanie nadany status "obcego agenta"."

"Komisja Wenecka - organ doradczy Rady Europy w sprawach konstytucyjnych - przypomniała, że na Białorusi zdelegalizowano prawie wszystkie organizacje praw człowieka.
Jak podkreśla komisja, białoruskie prawo eliminuje z życia demokratyczne instytucje. Komisja Wenecka stwierdziła, że w ciągu ostatnich dziesięciu lat, prawie wszystkie pozarządowe organizacje praw człowieka zostały pozbawione swojego statusu.
Komisja wyraziła zaniepokojenie i ubolewanie w związku ze zmianą białoruskiego kodeksu karnego, który ogranicza prawo wolności stowarzyszeń i przewiduje za podjęcie takiej próby dwa lata więzienia."

No dobra powiecie, to dzicz, zamordyzm,  my jesteśmy w UE itd. 


"W poniedziałek policjanci wkroczyli do siedzib trzech organizacji pozarządowych na Węgrzech i zabrali dokumenty oraz komputery. - Chodzi o wycięcie ostatnich niezależnych instytucji - mówią węgierscy obrońcy praw człowieka."

"Máté Dániel Szabó, dyrektor programów w Stowarzyszeniu na rzecz Swobód Obywatelskich TASZ: To nie przypadek, że śledztwem zostały objęte akurat te instytucje, które są niezależne i kwestionują nowy system konstytucyjny. Bronią przestrzegania praw człowieka i krytykują rząd za to, że nie tylko tych praw nie broni, ale zupełnie je relatywizuje. A władza chce mieć pod kontrolą wszystkich.


To, co się zdarzyło w poniedziałek, jest kalką tego, co znamy z Azerbejdżanu czy Rosji. Tam również policja szturmuje biura organizacji pozarządowych, przeszukuje je i przesłuchuje pracowników. Czasem znajdą coś przypadkowo: podejrzane dokumenty albo jakiś dziwny biały proszek. To pozwala im na wszczęcie postępowania kryminalnego, a później zamknięcie organizacji. Sądziłem, że do użycia takich metod na Węgrzech nie dojdzie. Aż do poniedziałku." 


"Według Arkadiusza Mularczyka (PiS) to "głosy incydentalne". - Środowiska Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i inne organizacje o różnych nazwach dziwnie brzmiących wypisują różne pisma, anonimy do organizacji międzynarodowych, co pewnie w przyszłości da podstawę do jakiejś debaty czy jest wykorzystywane przez polityków Platformy. Przegrali w Polsce wybory parlamentarne, prezydenckie, teraz próbują próby zakończenia kryzysu konstytucyjnego przenosić na grunt międzynarodowy - skomentował. "


No to już wiemy kto będzie następny, nie wiemy tylko co znajdą. Może czek od Sorosa albo co innego?  

“In a civilized country you can never tell.” 

― John le Carré, The Constant Gardener

wtorek, 8 grudnia 2015

Śmierć Chingersom

Młodzi ludzie, których ominęło harcerstwo, podchody itp. rozrywki znajdują inne sposoby zaspokojenia żądzy przygód.

Wieczorami i nocą kilkuosobowe grupy ochotników z Młodzieży Wszechpolskiej strzegą kościoła św. Wojciecha w Krakowie. Warty zorganizowano po informacjach od księdza, że grupa satanistów planuje wykraść ze świątyni Najświętszy Sakrament.


Prawie jak nocne warty na obozie, tylko w Krakowie nie można podziwiać gwiazd i powietrze jakoś inaczej pachnie.

Dlaczego ulicami Krakowa krąży nowy patrol nocnej straży?


W ubiegłą niedzielę nasz zaprzyjaźniony ksiądz dowiedział się, że ta sama grupa, która dokonała profanacji pod Legnicą, przymierza się do dokonania takiego samego czynu w kościele św. Wojciecha w Krakowie. Nie mogliśmy nie zareagować, postanowiliśmy podjąć kroki, by temu zapobiec - deklaruje mężczyzna.

Ksiądz co prawda wiedzę operacyjną uzyskał podczas spowiedzi, ale jak na duchownego zobowiązanego do zachowania tajemnicy przystało, nie wyjawił, kim był jego informator


Brzmi  znajomo, to już kolejna notka w której pojawi się "Bill,  Bohater Galaktyki" Harry'ego Harrisona (przekład Arkadiusz Nakoniecznik). 


   Drżącą dłonią przekręcił stojącą na biurku wizytówkę na drugą stronę. Pojawiło się wypisane wielkimi literami słowo KAPELAN. Następnie chwycił za swój kołnierzyk i przekręcił go o sto osiemdziesiąt stopni na wszytych w stójkę koszuli miniaturowych łożyskach kulkowych. Kołnierzyk znalazł się z tyłu, z przodu zaś zajaśniała nieskazitelna biel sztywnego paska, kojarzącego się nieomylnie z profesją duchownego. 

   Kapelan splótł dłonie, opuścił oczy i uśmiechnął się łagodnie. 

   - Czym mogę ci służyć, synu? 

    - Myślałem, że jest pan oficerem pralniczym... - wystękał zdumiony Bill. 

   - Bo jestem, mój synu, ale to tylko jeden z ciężarów, jakie muszę dźwigać na mych barkach. W tych trudnych czasach niewielkie jest zapotrzebowanie na kapelanów, natomiast olbrzymie na oficerów pralniczych. Służę, jak mogę. - Schylił pokornie głowę: 



* * *

   - Hm, to nie takie proste. Może to tylko głupie podejrzenie z mojej strony, ale martwię się o jednego z kolegów. Coś z nim nie tak. Nie wiem, jak to powiedzieć... 


   - Miej ufność, mój synu. Wyzbyj się ze swego serca obaw i wyjaw mi nawet najskrytsze uczucia. Nic, co powiesz, nie wyjdzie poza te ściany, bowiem zobowiązany jestem do milczenia przysięgą mego powołania. Mów, co ci leży na sercu. 

* * * 

Byłem z nim na stanowisku ogniowym i on wycelował zegarek, nacisnął guziczek, i usłyszałem takie ."klik". To mógł być aparat fotograficzny. Ja... ja myślę, że on jest szpiegiem Chingersów! - Spocony jak mysz Bill opadł na krzesło i ciężko łapał powietrze. Fatalne słowa zostały wypowiedziane. 


* * * 
   - A co z tym moim kolegą-szpiegiem? 

   - Zapomnij o swoich podejrzeniach, niegodne są one bowiem wyznawcy Zoroastra. Ten nieszczęśnik nie może być szykanowany tylko dlatego, że zgodnie ze swą naturą odnosi się przyjaźnie do wszystkich, z którymi się styka, że pomaga swym towarzyszom, że nie bierze udziału we wszeteczeństwach, że ma stary zegarek, który głośno chodzi. A poza tym, jeżeli nie masz nic przeciwko wprowadzeniu do naszej rozmowy elementów logiki, to jak on w ogóle może być szpiegiem? Żeby być szpiegiem, musi być Chingersem, a Chingersi mają siedem stóp wzrostu i ogon. Kapujesz? 

   - Tak, tak... - mruknął nie do końca przekonany Bill. - Sam na bo wpadłem, ale to jeszcze nie wyjaśnia wszystkiego... 


   - Mnie to wystarcza i tobie też musi. Zdaje się, że twoją duszą zawładnął Aryman, który każe ci źle myśleć o twoich przyjaciołach, toteż lepiej odpraw prędko pokutę i Przyłącz się do mnie w krótkiej modlitwie, bo zaraz wraca oficer pralniczy. 


* * *

Po chwili rytuał był już zakończony i Bill pomógł powkładać wszystko do pudełka, które zaraz zniknęło w biurku, po czym pożegnał się i skierował do drzwi. 

   - Jeszcze chwileczkę, mój synu - poprosił kapelan z najserdeczniejszym ze swych uśmiechów. Jednocześnie gwałtownym ruchem przekręcił z powrotem kołnierzyk, po czym uśmiech znikł, jak wymazany gąbką, a na jego miejscu pojawił się złowieszczy grymas. 

   - Dokąd to, łachudro? Sadzaj dupę na tym krześle, ale już! 

   - A... ale... - wyjąkał Bill - pan powiedział, że już mogę iść... 

   - To powiedział kapelan, a jako oficer pralniczy nie mam z nim nic wspólnego. A teraz szybko, nazwisko tęgo szpiega, którego ukrywasz! 

   - Przecież kapelan jest pod Przysięgą... 

   - I jej dotrzymuję, bo nie pisnął nawet słówka, tyle że ja przypadkiem to usłyszałem. - Nacisnął czerwony guzik na pulpicie. - Za chwilę będą tu żandarmi. Gadaj szybko, śmierdzielu, bo jak nie, to przeciągnę cię bez skafandra pod kilem, a potem na rok zabronię wstępu do kantyny. Nazwisko! 

   - Gorliwy Jasio - wychlipał Bill. Na korytarzu zadudniły ciężkie kroki i do pokoju wpadło dwóch żandarmów. 

   - Mam dla was szpiega, chłopcy - oznajmił triumfującym ton oficer pralniczy. Żandarmi obnażyli zęby, zawyli radośnie i rzucili się na Billa, który runął pod gradem zadawanych pałkami oraz pięściami ciosów i krwawił już obficie, zanim oficerowi pralniczemu udało się odciągnąć dwóch nadmiernie umięśnionych kretynów, którzy i tak nawet na chwilę nie przestawali łakomie spoglądać na Billa. 

   - To nie ten - wyjaśnił oficer i rzucił Billowi ręcznik, żeby wytarł sobie krew z twarzy. - To nasz informator, lojalny patriota, bohater, który zdradził swego przyjaciela, niejakiego Gorliwego Jasia, po którego teraz pójdziemy, skujemy go i przesłuchamy. W drogę. 



czwartek, 26 listopada 2015

Literaci robią to lepiej

Piotr VaGla Waglowski na fejsie nawiązał do nocnej aktywności posłów PiS

 Uważam, że sprawą naturalną jest to, że jeśli uzyskująca większość w wyborach opcja polityczna chce zmodyfikować system i instytucje państwowe, to - siłą rzeczy - musi zburzyć też wcześniej status quo. To jest immanentną cechą modyfikacji systemu. To, co było jest zastępowane czymś innym. Nie da się zrobić tak, by było inaczej, a jednocześnie by było tak, jak wcześniej.


Taki tekst, zwiemy copy-pastą, mógłby się nim posłużyć tow. Gomułka lub prezes Kaczyński. Niestety, prawnicy mają rozwlekły styl, Kornel Morawiecki ujął to wczoraj krócej

Nad prawem jest dobro Narodu! "Prawo, które nie służy narodowi to bezprawie!

Wizualizuję to sobie po niemiecku, z gestykulacją,  użyciem słowa Volk i uderzeniem pięścią w mównicę na zakończenie.  


Ta wersja też jest przydługa, dał nam przykład Waldemar Łysiak jak to zrobić lepiej, chociaż dopiero po kilku iteracjach.
Zaraz potem nastąpił pucz generałów, których przedstawiciel desygnowany na stanowisko szefa państwa, oświadczył narodowi w powitalnym spiczu przed kamerami telewizji: 
— Wojsko wkroczyło do akcji, by zaradzić nieudolności drobnomieszczaństwa usiłującego utwierdzić się w roli klasy hegemonicznej!

Po następnym roku generałów eksterminowali pułkownicy. 
Przywódca puczystów wyznał narodowi: 
— Przejęliśmy władzę po to, by zahamować zbrodniczą falę korupcji, która ogarnęła dotychczasowe sfery rządzące, by wydobyć nasz ukochany kraj z okowów permanentnego kryzysu walutowego i przywrócić swobody parlamentarne zagwarantowane konstytucyjną Ustawą nr 8, która zostanie przywrócona natychmiast po zniesieniu stanu wyjątkowego!

Stan wyjątkowy pułkowników trwał dziewięć miesięcy, do chwili kiedy zastąpił go stan wyjątkowy majorów. Przedstawiciel tych ostatnich oświadczył, że majorowie przejęli władzę, by zahamować zbrodniczą falę korupcji... itd. Niestety, nie udało im się to, za co nie można im robić wyrzutów. Nigdy i nigdzie nie było historii złożonej z samych powodzeń.

Po majorach przyszli kapitanowie, którzy przyznali, że przejęli władzę wyłącznie po to, by zahamować... itd. Formuła ta stała się bardzo popularna w kraju i podejrzewam, że uczono jej w szkołach wojskowych, albowiem wszyscy kolejni puczyści, porucznicy, podporucznicy i sierżanci, recytowali ją bez zająknienia. Dopiero kiedy po władzę sięgnęli kaprale, ich przedstawiciel, desygnowany przez kolegów do zapoznania narodu z programem nowej ekipy, zarzucił rytuał. Był to wysoki piaskowłosy młodzieniec o krostowatej mordzie, w wojskowej koszuli rozpiętej głęboko „a la toilette de guillotine”. Przez długą chwilę stał przed kamerą i mocował się z głosem, a twarz czerwieniała mu coraz bardziej. W końcu zbliżył do obiektywu swą wielką siną piąchę i wygłosił tylko jedno zdanie:

— Uuuuuuch, kurwa wasza mać!!!

"Flet z mandragory" 

niedziela, 8 listopada 2015

Ekologiczny kwas siarkawy

Do napisania tej notki skłoniły mnie skojarzenia zapachowe pewnej aktywistki, kobiety pracującej, która pytań władzy zadawać się nie boi. 

Tak pachnie powietrze z dymem z małych kotłowni i domowych pieców opalanych węglem brunatnym i jego pochodnymi. NRD była rekordzistką świata w wydobyciu tego węgla, dochodzili do 300 mln ton. "Niemiecki zapach" to delikatny swąd dymu z brykietów i tańszych odmian tego ścierwa, zwłaszcza lignitu. Wilgotne powietrze plus ten dym to w zasadzie rozrzedzony kwas siarkowy.
Wpis publiczny, cały o jest tu 

Zacząłem sprawdzać, czy mieszkaniec domku jednorodzinnego może sobie zamówić dostawę węgla brunatnego. Elektrownia ma kotły fluidalne, elektrofiltry, płuczki, dodatki chemiczne do wsadu, może spalać gorsze odmiany węgla nie produkując chmur kwasu. 
Takich, jakie twój sąsiad może wyprodukować w piecu/kominku. A skąd weźmie węgiel brunatny? No cóż, z dowolnego hipermarketu lub składu opału kupując eko groszek.

"Na cze­skim (brunatnym) węglu bazuje wiele wor­ko­wa­nych niby-ekogroszków dostęp­nych w mar­ke­tach." tutaj


Zerknijmy więc do LeroyMerlin mamy:

Opakowanie 25 kg
Gatunek węgla węgiel brunatny
Zawartość siarki 1,7 %

w Castoramie mamy:

Opakowanie 20 kg
Materiał wykonania węgiel brunatny
Siarka całkowita 1,1 - 1,7%

Czyli ogrzewając domek workiem eko-groszku spalimy od 0,22 kg do ~0,42 kg "ekologicznej" siarki (dobra, wiem, że reakcje nie zachodzą w stu procentach, ale w szkole zawsze tak się liczy) . 
Produkując od 0,56 kg do ponad kilograma kwasu siarkawego!

Dla przybliżenia co potrafi taki kwas polecam hasło kwaśne deszcze  lub opis co może zrobić z waszym piecem

"Konieczne jest pale­nie na wyso­kich tem­pe­ra­tu­rach wody i spa­lin, naj­le­piej bez prze­sto­jów. Kisze­nie tego węgla skoń­czy się przy­kro, ponie­waż zawiera on sporo siarki a zara­zem jest dość wil­gotny, co pro­wa­dzi do powsta­wa­nia kwasu siar­ko­wego. Tem­pe­ra­tura spa­lin poni­żej ~100st.C oraz wody na zasi­la­niu poni­żej ~60st.C i powro­cie poni­żej ~50st.C może skoń­czyć się szyb­kim zje­dze­niem kotła i/lub komina przez koro­zję spo­wo­do­waną skra­pla­niem kwasu w chłod­nych rejo­nach kotła." tamże  

Sami użytkownicy tych produktów mają różne zastrzeżenia 

"ogólnie to trzyma bardzo długo, ale ma wady: nie widać ognia i ma dym śmierdzący"

"Do kominka sie nie nadaje ze wzg na smierdzacy dym do kominka lepszy jest brykiet drzewny(do pieca to sie nie nadaje ani drzewny ani to ze wzg na koszt tylko wegiel)"

Ten smród to dwutlenek siarki (tak, wiem, że nazewnictwo uległo zmianie, nie nadążam za  IUPAC i nie muszę, mam inną profesję)  produkowany przy spalaniu najniższego gatunku węgla sprzedawanego z przedrostkiem eko! 

Dla porównania przyzwoity węgiel kamienny, ten zły, nie-eko np. orzech - węgiel kamienny, energetyczny, typ 31-33 zawiera  0,2% - 0,6% siarki.   
Dodajmy, że węgiel nie eko ma wyższą wartość opałową, więc dla otrzymania tej samej  ilości ciepła trzeba go spalić mniej. A spalanie mniejszej ilości węgla o mniejszej ilości siarki to lepsze powietrze dla wszystkich.  Tyle, że kosztuje więcej i raczej to jest przyczyną popularności palenia węglem brunatnym, a ekościema nazewnicza tylko kwiatkiem do kożucha. 

W kwestii opłacalności to eko-groszki z hipermarketu kosztują około 600 zł/tonę a węgiel wyższej jakości 800 zł/tonę. Jak się uwzględni niższą wartość opałową eko-groszku to (teoretycznie) za 1 MJ zapłacimy 0,03 zł Przy wyższej jakości węgla tyle samo. 


Na szczęście poziomy dwutlenku siarki na razie nie przekraczają norm w punktach pomiarowych, ale jak więcej osób użyje "ekologicznego" paliwa to może się doczekamy. 

sobota, 12 września 2015

Naziści też byli pro-embrio

Udostępniono sejmową mównicę pani Kai Godek . Pełno tam było dowodów anegdotycznych i poruszających historii pod tezę jak i nazywania zygot, moruli, blastocysty, płodu itp. dzieckiem.

Burdel w i fikcja statystykach NFZ (znane od dawna) natchnęły mówczynię to śmiałej tezy, że

 Państwo pozwalając na zabijanie dzieci, zupełnie je odczłowiecza tak, że już nawet lekarzom i urzędnikom wszystko jedno kogo i w jakiej liczbie się zabija. W ten sposób Polska stacza się poniżej poziomu państw cywilizowanych, a nawet poniżej poziomu państw totalitarnych. Bo nawet w Auschwitz-Birkenau więźniom nadawano numery obozowe i prowadzono ich dokładną ewidencję.

Pani Godek, nie jest pierwszą pro-embrio, która opisuje jaki to ład i porządek panował obozie koncentracyjnym.

W obozie koncentracyjnym w Ravensbrück zdarzały się kobiety w ciąży, aresztowane z różnych stron Polski i świata i – rzecz znamienna – nigdy nie dokonywano przerwań ciąży, dopuszczano do porodu, tylko potem noworodki ginęły albo wprost wrzucane do tzw. heizungu, po prostu do pieca, albo zagłodzone, pozostawione bez pokarmu. Niewiele dzieci urodzonych tam zdołano uratować, ale już później, gdy wojna chyliła się ku końcowi – te pierwsze zginęły. Ale… hitlerowcy wiedzieli dobrze, że przerywanie ciąży niszczy organizm kobiety matki, a poród jest sytuacją fizjologicznie prawidłową

To oczywiście kumpela JP2 pani Połtawska,  jak widać zwolennicy praw kobiet są gorsi od hitlerowców. Nie to, co pobożni (święte obrazki) młodzi chłopcy z ONR.

Pani Godek pierwsza z lewej. 




poniedziałek, 22 czerwca 2015

Nie mamy Państwa matury i co nam zrobicie?

Chamy się uprą i im daj. 

Jak się okazało, unieważnienie matury na podstawie mętnych podejrzeń i braku dowodów jest  de lege gratis.

 Procedura sądowa nie jest zdatna i nie jest adekwatna do weryfikacji prawidłowości unieważnienia matury z powodu niesamodzielnego rozwiązywania zadań stwierdzanego w toku sprawdzania pracy - mówił w uzasadnieniu orzeczenia sędzia TK Mirosław Granat.


Co prawda nikt "niesamodzielnego rozwiązywania zadań" nie udowodnił, ale maturzyści odebrali właśnie lekcję, że egzaminator ma zawsze rację, a jak nie ma racji to i tak ją ma. Z definicji. 

Maturzyści w Ostrowcu Świętokrzyskim pisali w 2011 rozszerzoną maturę z chemii. Co ważne, pisali ją w:

  • LO nr II im. J. Chreptowicza w dwóch osobnych salach!
  • 31 z LO nr III im. W. Broniewskiego

Obie szkoły dzieli prawie kilometr drogi 



OKE uznała, że ściągali. Uznała tak, choć w trakcie egzaminu

"Nikt z członków komisji egzaminacyjnych nie zgłaszał nieprawidłowości ani w czasie egzaminów, ani później" link


Poszlaki, bo trudno nazwać to dowodami były takie


Dyrektor OKE w Łodzi Danuta Zakrzewska argumentowała, że w unieważnionych pracach powtarzały się bardzo charakterystyczne błędy, które nie wynikają ze sposobu nauczania. Zadania wykonane były w sposób inny niż ten, którego uczy się w szkole, tak jakby rozwiązywał je student lub nauczyciel. 

Czyli 
a) uczniowie robili te same błędy - no cóż, może należałoby sprawdzić podręczniki i program.
b) rozwiązywali zadania inaczej - ciekawe ile w takim Ostrowcu Świętokrzyskim jest kursów przygotowawczych do rozszerzonej matury z chemii?  Albo korepetytorów? 

Jeśli 53 osoby, piszące w różnych miejscach ściągały to dlaczego z błędnego źródła, skoro w "pracach powtarzały się bardzo charakterystyczne błędy"?

Podobno wpadli przez "szafirowy"
 Nazwiska egzaminatora, który zakwestionował matury z Ostrowca, nie poznamy, jest tajne. A ustalił on, że 15 uczniów wpisało ten sam zły wynik w zadaniu nr 31. 

Zadanie 31 wyglądało tak (czerwone podkreślenie moje) 



Czyli maturzyści zobaczyli Wodorotlenek miedzi(II) (na wikipedii jest ładne kolorowe zdjęcie) i wpisali szafirowy zamiast niebieski, granatowy, fioletowy itp.  Wpisali zgodnie z tym, czego ich długie lata uczono i napisano w Wikipedii 

Wodorotlenek miedzi(II) w chemii organicznej: wykrywanie związków wielowodorotlenowych – tworzy związki kompleksowe o szafirowym zabarwieniu

Zareagowali ja psy Pawłowa, bo akurat

 Poprawna odpowiedź brzmiała: żółty, brunatny albo pomarańczowy. 


Na podstawie tak mętnych przesłanek skomplikowano życie 53 osób i napiętnowano ich jako oszustów.  Wszystkie zasady domniemania niewinności itp. spuszczono w kiblu i dowalono maturzystom. 


Krzywda spotkała tylko maturzystów, pomimo unieważnienia przez OKE pięćdziesięciu trzech  matur trzy komisje pilnujące "ściągających" nie zostały ukarane. 

Obecnie w składzie komisji pilnujących uczniów w czasie egzaminu zasiadają co najmniej trzy osoby. W zależności od ilości uczniów zdających egzamin na sali znajduje się jeden nauczyciel pochodzący z innej szkoły i dwóch (lub więcej) nauczycieli ze szkoły, w której odbywa się egzamin.

Byli głusi i ślepi? 

Bardzo interesującym pomysłem jest unieważnianie egzaminu, bo wszyscy dają tą samą odpowiedź. W dodatku błędną.  Stwarza to możliwość unieważnienia 99% matur z polskiego pytaniem


Czy Słowacki napisał "Pana Tadeusza"?

Wszystkich, którzy zaznaczyli "nie" uwalamy za ściąganie i to błędne. 

czwartek, 28 maja 2015

Heroiczności cnót Polski i Piusa XII

Był sobie taki papież Pius XII, podobno ludzkie panisko, bez uprzedzeń, co wyraźnie podkreślono. 

Tymczasem brytyjski ambasador w Watykanie, D’Arcy Osborne, donosił Ministerstwu Spraw Zagranicznych 26 stycznia 1944 roku: „Kardynał sekretarz stanu wezwał mnie dziś do siebie i zakomunikował, że papież ma nadzieję, iż w niewielkim alianckim garnizonie, który będzie stacjonował w Rzymie po zajęciu miasta, nie będzie kolorowych żołnierzy. Pospieszył wyjaśnić, że Stolica Apostolska nie ma przesądów rasowych, ale żywi nadzieję, że jej prośba zostanie spełniona” Wicher wojny (Andrew Roberts)

Sylwetkę Piusa XII warto przypomnieć, bo można przeczytać, że papież ten ratował Żydów, a nawet uratował ich około 850 tys.  
Za ten wybitne osiągnięcie proces beatyfikacyjny Piusa rozpoczął Paweł VI 18 listopada 1965, pod koniec obrad II soboru watykańskiego. W maju 2007 r. Komisja kardynałów i biskupów Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w liczbie 13 członków jednomyślnie opowiedziała się za beatyfikacją Piusa XII.

Niestety, złe języki popsuły tą imprezę, bo ratowanych 
  • nie było tylu
  • Żydami to niektórzy byli wyłącznie dla III Rzeszy i innych porąbanych antysemitów
  • w ratowanie było zaangażowane wiele krajów

Dlaczego mnie teraz naszło na grzebanie w przeszłości? Polska idzie w ślady Piusa XII,  mój kraj wyraża chęć pomocy uchodźcom z Syrii. Nie wszystkim jednak, tylko staranie wyselekcjonowanym 

 Przyjmiemy syryjskich chrześcijan zagrożonych prześladowaniami, deklaruje premier Ewa Kopacz. Na początek 60 rodzin.


Zupełnie jak Pius XII, podobno przekonał on "rząd Brazylii do przyjęcia 3 tysięcy Żydów"  był tylko jeden kruczek, nie paragraf 22, ale podobny

Kryterium praktyczne: świadectwo chrztu sprzed 1935 roku – oraz bardzo wysoka opłata celna, który to wymóg wykluczył chrześcijan nie-aryjskich a biednych. Ale o tym innym razem. Co do chrztu, w pierwszej grupie 200 osób miało być paru ochrzczonych w Belgii świeżej daty, więc strona brazylijska zażądała

"by Żydzi, którym przyzwala się na wjazd do Brazylii byli ochrzczeni przed przynajmniej paru laty "
źródło (i fajny blog)
Cyniczni dowcipnisie tacy jak Raczkowski czy Andrzej co rysuje,  robią sobie takie jaja z kryteriów selekcji (nie bójmy się tego słowa), jak pani premier z artykułu 32 Konstytucji RP. 


Polska naśladuje poczynania Piusa XII, który to dostał tytuł Czcigodnego Sługi Bożego.  Polska raczej tego tytułu nie dostanie, bo ratowanie chrześcijan to za mało. Pius XII ich też produkował.


Chorwacki Holokaust przyniósł Kościołowi również inne  pożytki.     Tysiące prawosławnych     Serbów     zostało  nawróconych na wiarę rzymską. Konwersje przeprowadzano  na   ogół   w   sposób   niewyszukany,   metodą   szczegółowo opisaną     przez     księdza     Dionizia     Jurija,     osobistego spowiednika  Ante   Pavelicia:   „Każdy   Serb,   który   odmówi  przejścia na katolicyzm, powinien być skazany na śmierć”. Z  bagnetem u gardła, tysiące Serbów stawiało się przed księżmi  katolickimi,   by   odrzucić   swą   błędną wiarę   i   otrzymać  sakrament pokuty. Nie za darmo jednak. W wielu wioskach i  miastach   opłata   za   przymusowy   sakrament   sięgała   180  75dinarów. W miejscowości Jasenak, podczas jednej ceremonii  masowych   nawróceń   na katolicyzm,   franciszkanin   Ivan  Mikan zebrał 80 tysięcy dinarów. 129   W ciągu jednego roku  ponad   trzydzieści   procent   Serbów   nawróciło   się na   nową  wiarę,   ratując   w   ten   sposób   swe   życie.   Pieniądze   za świadectwa   konwersji   złożono   na   koncie   franciszkanów   w  Banku Watykańskim. Nazwiska nawróconych  publikowano  w   diecezjalnych biuletynach.   „List   Katolicki”   archidiecezji  zagrzebskiej, w numerze 31 z 1941 roku, zamieścił notatkę,  w   której   czytamy:   „W   wyniku nawrócenia   się   wszystkich  mieszkańców   wsi   Budinci   na   wiarę katolicką   we   wsi  utworzono nową parafię, liczącą sobie ponad 2300 dusz”.
Paul L. Williams - Watykan zdemaskowany


Jak widać, można by nieźle zarobić na świadectwach konwersji na jedyną słuszną w Bolandzie wiarę, nie wiem tylko, czy zasiliłoby to budżet Polski czy Watykanu. Pewnie jak zwykle, ten drugi.

Oczywiście, zawsze znajdą się tacy, co powiedzą, że ich świadectwo chrztu zaginęło. No cóż, mieli pecha. Można im oczywiście zrobić sprawdzian z paciorka (patrz rysownicy) ale Kościół Katolicki miał inne metody.

Nawrócenie i opłata 180 dinarów za świadectwo konwersji nie zawsze gwarantowały osobiste bezpieczeństwo. 14 maja 1941 roku, w miejscowości Glina, setki Serbów spędzono do kościoła   na   mszę   dziękczynną   za   nową   konstytucję Niezależnego Państwa Chorwackiego. Za nimi do budynku weszli   ustasze   uzbrojeni   w   noże   i   siekiery   Oddziałem dowodził opat klasztoru w Gunie, ojciec G. Casimir. Serbom rozkazano,   by   przedstawili   świadectwa   konwersji.   Tylko dwie osoby miały je przy sobie i te zwolniono. Następnie, po zamknięciu   drzwi,   ustasze   dokonali   rzezi   pozostałych 76 zatrzymanych.   Masakry   dokonano   przy   wtórze   modłów odmawianych przez ojca Casimira.


Jako puentę  skopiuję (publiczny) wpis WO (z fejsa) 

Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął. Pewien zaś Polak, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, zapytał: czy jesteś chrześcijaninem? Bo my w Polsce to pomagamy tylko chrześcijanom. Usłyszawszy nieartykułowane rzężenie konającego, pojechał dalej.

piątek, 3 kwietnia 2015

Tabliczka Ouija wskaże drogę młodym ludziom

Czy może lepszy byłby inny tytuł? Na przykład  "Burmistrz Legionowa sypie hajs martwej zakonnicy" czy "Święta Józefa Menendez nie ocaliła młodego życia" 

Czytam sobie reportaż Karoliny Słowik o Legionowie "To nie jest miasto ćpunów. Legionowo po śmierci Rafała" A tam coś takiego. 

"Prezydent zapewnia, że będzie rozmawiał z młodymi, by stworzyć im to, czego oni chcą. - Nigdy nie staram się rządzić zza biurka - mówi. - Słabością wczorajszej debaty było to, że zainteresowani się nie stawili - dodaje. Część młodych wyszła w połowie. Nie było ani Adama, ani ojczyma Rafała („Wolałem zostać w domu z córką. Bałem się, że mnie tam oplują”), ani Stonogi (uciekł z kraju, bo sąd zamienił mu grzywnę na karę więzienia; poszło o jakieś długi).

- Czy istnieją jakieś programy pomocowe dla trudnej młodzieży? - pytam.

- Skupiamy się na profilaktyce. Finansujemy fundację Pasja Życia. Uświadamia ona młodzież, by nie sięgała po narkotyki."

Skądś znam tą nazwę. Sprawdzam, tak to jest ta fundacja z martwą świętą, obecną duchowo na posiedzeniach zarządu 

"Jakiś czas temu zaprosiliśmy do zarządu fundacji s. Józefę Menendez: zakonnicę, mistyczkę, której Jezus mówił o swoim wielkim miłosierdziu.

Ale… ona przecież nie żyje.
- Ano właśnie. Ojciec duchowy powiedział mi, żebym zaprosiła s. Józefę do fundacji. I zaprosiłam - podczas prywatnej modlitwy. W czasie posiedzeń zarządu s. Menendez ma nawet własne krzesło przy stole. I od kiedy jest z nami - jest łatwiej pracować nad budową. Po powierzeniu jej tego dzieła znalazły się pieniądze na drugie piętro i dach ośrodka! S. Józefa jest teraz naszą oficjalną patronką: świadczy o miłosierdziu Bożym jako o czułej miłości Boga. "

Z pasją leczyć ducha 


Jak widać, niektórzy w Legionowie świetnie sobie radzą bez substancji psychoaktywnych. 


No więc młodzież Legionowa, z pieniędzy podatników, może liczyć na rekolekcje i kaplicę w fundacji prowadzonej przez zakonnicę.

"Jestem też głęboko przekonana, że młodzi muszą nauczyć się wiary żywej. Muszą stworzyć osobisty kontakt z Bogiem. Żeby odczuwali Jego pomoc. Dlatego w ośrodku budujemy kaplicę. A będziemy też organizować regularne rekolekcje. Psychika, duch i ciało: wszystkie aspekty życia człowieka muszą działać harmonijnie. Dlatego za ducha będą odpowiadać księża, za psychikę terapeuci. A za ciało na przykład… ścianka wspinaczkowa."

"Prawda jest taka, że leczenie narkomana bez odniesienia do Pana Boga jest bardzo trudne. Mówię to nie z perspektywy zakonnicy, lecz psychologa - terapeuty. Chodzi więc o to, by stworzyć byłym narkomanom, uzależnionym, dobre środowisko. Połączyć klasyczną terapię uzależnieniową z duchowością."

Problemy młodych ludzi mają, zdaniem zakonnicy, następującą przyczynę.

Obserwując młodych ludzi widzę też, że brakuje im ojca. Mam wrażenie, że obecnie to praprzyczyna większości problemów z młodzieżą… Młodzi są samotni, pozbawieni wzorców i opieki mężczyzny. A stąd - bardzo blisko do problemów ze sobą, uzależnień. Dlatego w budowanym przez nas Centrum będą też działać „męskie” grupy, w których chłopcy dowiedzą się, co to jest męskość, dzielność, odwaga. A jak się dowiedzą? Choćby na wspólnych, wspaniałych, męskich wyprawach

Hmm, była nawet o tym piosenka 
 Village People - Y.M.C.A. 

Young man, there's a place you can go.
I said, young man, when you're short on your dough.
You can stay there, and I'm sure you will find
Many ways to have a good time.

It's fun to stay at the y-m-c-a.
It's fun to stay at the y-m-c-a.

They have everything for you men to enjoy,
You can hang out with all the boys ...

It's fun to stay at the y-m-c-a.
It's fun to stay at the y-m-c-a.