sobota, 5 stycznia 2013

Słyszeliście Blade Runnera?



Lepiej byłoby dostać go z tego miejsca, stwierdził. Postawił walizkę z wyposażeniem, otworzył ją po omacku, wyjął nadajnik rozproszonych fal Penfielda, wcisnął klawisz ustawiający częstotliwość katalepsji. Sam chroniony był przed rozproszonym promieniowaniem skierowaną na niego bezpośrednio falą niwelującą, którą emitował metalowy korpus nadajnika.
  Teraz wszyscy są zamrożeni na sztywno, powiedział do siebie, wyłączając nadajnik. Wszyscy w okolicy - ludzie i andki. Nic mi nie grozi, muszę tylko wejść i zlaserować go.

Ważne! Fale Penfielda działają na andki (no i ludzi).

Zaczął grzebać w jej torbie. Podobnie jak prawdziwa kobieta, Rachel również miała w niej mnóstwo wszelkich najprzeróżniejszych przedmiotów. Poszukiwania zdawały się przeciągać w nieskończoność.
  W tym samym czasie Rachel zrzuciła buty i rozpięła szorty. Zsunęła je i stojąc na jednej nodze odrzuciła stopą w drugi koniec pokoju. Potem upadła na łóżko, sięgnęła po szklankę, ale tylko potrąciła ją i zrzuciła na dywan. - Cholera - powiedziała i niepewnie podniosła się z łóżka. Stała w samych figach i przyglądała mu się, jak szpera w jej torebce. Potem bardzo ostrożnie odwinęła kołdrę, położyła się i przykryła.
  - Czy to to? - Wyjął metalową kulę ze sterczącym z niej przyciskiem.
  - Wprowadza androidy w stan katalepsji - powiedziała Rachel z zamkniętymi oczyma. - Na kilka sekund. Zawiesza oddychanie. Twoje również, ale ludzie przez taki czas mogą działać nie oddychając. Natomiast nerw błędny androida...
  - Wiem. - Wyprostował się. - System nerwowy androida nie potrafi się elastycznie włączać i wyłączać. Ale powiedziałaś, że to działa nie dłużej niż pięć czy sześć sekund.

Fajny gadżet, ale być może korporacja Tyrella Rosena trzyma to w tajemnicy i dlatego Deckard  nie miał tej zabawki w policyjnym arsenale. A mógłby sprawdzić na paru osobach/andkach jak działa elektroniczne walnięcie w nerw błędny i przy okazji zawiesić im oddychanie.  


Zdjął obraz ze ściany w salonie, umocował do gwoździa maleńki, elektroniczny aparat i cofnął się trochę. Przyjrzał się swojemu dziełu, a potem znowu zawiesił obraz. - Teraz alarm. - Zebrał ciągnące się za nim przewody umocowane do skomplikowanego urządzenia. Wciąż uśmiechając się swoim niepokojącym uśmiechem, pokazał aparaturę Pris i Johnowi Isidore. - Alarm. Przewody umieszczone pod dywanem. Są anteną. Reaguje na obecność... - zawahał się - myślącej jednostki - zakończył w niejasny sposób. - Nie jest nikim z nas czworga.
  - A więc zadzwoni - powiedziała Pris. - I co wtedy? Łowca będzie miał broń. Czy mamy wszyscy rzucić się na niego i zagryźć go na śmierć?
  - To urządzenie ma wbudowany modulator Penfielda - wyjaśnił Roy. - Kiedy alarm się włączy, zespół zacznie emitować fale wprowadzające intruza w panikę. Chyba że zadziała bardzo szybko, co jest możliwe. Wpadnie w nastrój straszliwej paniki. Nastroiłem aparat na pełną moc. Żadna ludzka istota nie zdoła wytrzymać w sąsiedztwie tej aparatury dłużej niż kilka sekund. Na tym polega panika - prowadzi do przypadkowych, absurdalnych działań, bezsensownej ucieczki, skurczy mięśniowych i nerwowych. A to da nam szansę, by go dopaść - zakończył. - Mamy taką możliwość. Wszystko zależy od tego, jak jest dobry.
  - Czy alarm nie zadziała również na nas? - spytał Isidore.
  - Słusznie - Pris zwróciła się do Roya Baty’ego. - Isidore zareaguje na niego.
  - No i co z tego - odparł Baty znowu zabierając się do zakładania instalacji. - W takim razie obaj wybiegną stąd w panice. Zyskamy na czasie. Nie zabiją Isidore, nie mają go na swojej liście. Dlatego jest dla nas przydatny jako osłona.

Ważne! Fale Penfielda działają na ludzi, nie na andki. No dobra, żeby być precyzyjnym, na pewno nie działają na Nexus 6.

  - Nie mógłbyś lepiej tego urządzić, Roy? - zapytała ostro Pris.
  - Nie - odparł. - Nie mogę.
  - Jutro z-z-zdołam zorganizować jakąś broń - odezwał się Isidore.
  - Czy jesteś pewien, że obecność Isidore nie spowoduje włączenia alarmu? - powiedziała Pris. - W końcu on jest...Sam wiesz.
  - Wprowadziłem poprawkę na jego emanacje umysłowe - wyjaśnił Roy. - Ich suma nie jest w stanie włączyć niczego. Na to trzeba by jeszcze jednego człowieka. Osobę. - Ze zmarszczonymi brwiami zerknął na Isidore, w pełni uświadamiając sobie znaczenie wypowiedzianych słów.

Cwaniak z tego andka. Z elektronicznego złomu zmontował detektor zdalnie odróżniający ludzi od andków. Wyrzućmy test Voight-Kampffa do kosza. Przecież wystarczy zwykła bramka - jak na lotnisku i mamy detektor andków w każdym budynku publicznym.


Mamy więc wiele różnorakich możliwości odróżnienia andka od człowieka (jest jeszcze test Reakcji Bonellego), więc po co stosować test Voight-Kampffa?

Odpowiedź jest tylko jedna. Dla tej sceny 



PS  Pierwszy był film,  obejrzany na jakimś pokazie w SFANie. Książka wiele lat później, gdy była legalnie dostępna. Wtedy nie zauważyłem dziur w fabule (kto zauważył przy pierwszej lekturze ręka w górę). Dlaczego wiec ponownie wracam do nieśmiertelnego syffowskiego wątku?
Bo tym razem tytuł brzmi -  A słuchaliście “Blade Runnera” ?  



Nowy audiobook jest rewelacyjny, każdy element pasuje i potęguje nastrój. Obsada Więckiewicz(narrator), Chyra (Deckard), Dereszowska plus inni wspaniali aktorzy/lektorzy(Czubówna). Klimatyczny jazzujący podkład Wojtek Mazolewski & Pink Freud. No i efekty. Marketingowo opisane dźwięki binauralne, prezentowane jako "audiobook w technologii 3D" robią wrażenie. Myślałem, że słuchowiska "Narenturn" i "Boży bojownicy" to absolutny top realizacji. 
"Blade Runner" jest kategorię wyżej. W zwykłym samochodowym stereo (zawsze słucham audiobooków w drodze do/z pracy) brzmi świetnie, na porządnych słuchawkach oszałamia. 

czwartek, 3 stycznia 2013

Ewolucja konwergentna czyli ustroje do dupy

Ewolucja konwergentna -  powstawanie morfologicznie i funkcjonalnie podobnych struktur w grupach organizmów odlegle spokrewnionych, odrębnych dla tych grup cech pierwotnych, w odpowiedzi na podobne wymagania środowiskowe.

Bereza Kartuska 1934–1939 Polska


Torturą było nawet wypróżnianie się. Tę czynność fizjologiczną można było załatwić tylko raz na dobę, rano po obudzeniu. Ludzie stawali w pokoju z betonową podłogą i na komendę każdy z nich miał obowiązek rozpiąć się, załatwić się i zapiąć się w ciągu kilkunastu sekund, co było oczywiście czasem niewystarczającym. Konieczność trzymania moczu i kału powodowała samoczynne wypróżnianie się więźniów co było karane chłostą.


prof. Andrzej Garlicki "Bereza, polski obóz koncentracyjny" Gazeta Wyborcza


Dachau 1942 Trzecia Rzesza


Biegiem do ustępu i z powrotem, na progu znów buty z nóg i spać. Niejeden raz marsz do ustępu odbywał się z przygodami. Gdy było zimno, każdy chciał jak najszybciej przebiec tam i z powrotem. Większość ludzi w obozie zamiast butów nosiła trepy, które stukały głośno na kamieniach. Arystokraci nasi zaczajali się wtedy w sieni i bili tych, którzy stukali trepami.....

Kiedy w nocy miałem wyjść, przedtem leżałem i słuchałem, jak chodzą inni. Słyszę, że ktoś idzie: poszedł. Znów ktoś idzie: poszedł. Ktoś wraca: już jest w sztubie. Teraz już mogę iść i ja. Tak wyglądało normalne wyjście. Często jednak było tak: słucham, idzie ktoś, dochodzi do sieni. Łup! - słychać uderzenie kijem i - Eeech! - głębokie jęknięcie. Znów ktoś wychodzi: Łup! - Eeech! - znów jęknięcie. Wraca ktoś - to samo. Oho, Stasiu, nie wychodź teraz, bo i ty dostaniesz pałą. To któryś drań - kapo, sztubowy albo blokowy - ustawił się z pałą w sieni i bawi się. Nie pracuje, więc jak w dzień się wyśpi, to w nocy nie może spać i szuka sobie jakiejś rozrywki. Ale ja muszę iść do ustępu. W łóżko - nie można, zabiją na pewno. W miskę nie można, bo też zabiją, a przedtem każą wypić. Ale są przecież buty - drewniaki albo czółna, całe z drzewa, które nie nasiąkną. A więc w but. Gdy budziłem się drugi raz, a zabawa już się skończyła, wtedy wychodziłem. Za progiem wylewałem z butów i biegłem do ustępu.

Stanisław Grzesiuk "Pięć lat kacetu"


Kijów 1967 ZSRR

Odwach to nie więzienie, tu nie ma miejsca na kibel. W ogóle jest ogromna różnica między anclem a kryminałem. Władze penitencjarne mają mnóstwo czasu, aby oddziaływać na więźnia wychowawczo. Czas, jakim dysponuje dowództwo karnej kompanii, jest ograniczony. W związku z tym starają się one maksymalnie urozmaicić program, wykorzystując do celów wychowawczych wszystkie potrzeby fizjologiczne człowieka. Ćwiczenie potrzeb fizjologicznych wyniesiono tu do rangi wychowawczej i przebiega ono pod czujnym okiem administracji....

Głośno szczękając otwieranymi zamkami, do celi wchodzi kapral i dwaj strażnicy. Więźniowie stają na baczność, jak na defiladzie. Kapral celuje brudnym palcem w pierś pierwszego lepszego aresztanta:
- Biegiem!!!
Aresztant puszcza się pędem korytarzami i schodami. Na każdym zakręcie stoi kolejny strażnik, który wrzeszczy:
- Szybciej!
- Szybciej!!
- Szybciej!!!
Aresztant nie potrzebuje specjalnego dopingu. Wie doskonale, że w każdej chwili, pod pretekstem niedostatecznej szybkości, może zostać odesłany z powrotem, czasami tuż sprzed upragnionych drzwi.
- Wygląda na to, gołąbeczku, że ci się aż tak bardzo nie chciało. No, to w tył zwrot. Do celi!
A z przeciwka już zasuwa po schodach kolejny aresztant, tylko podeszwy mu błyskają. Skończywszy z jedną celą, kapral i strażnicy zamykają drzwi i kierują się do następnej. Często się zdarza, że kapral w ogóle „zapomni” wysłać tego czy owego do ustępu, a czasami potrafi przeoczyć całą celę. I tak nie ma się komu poskarżyć.
Chciałbym w tym miejscu zapewnić z całą stanowczością, że w żadnej radzieckiej kabarynie nie doszło nigdy do pogwałcenia choćby jednej literki prawa. Weźmy, dla przykładu, czas na załatwienie potrzeb fizjologicznych. Najdemokratyczniejsza konstytucja na świecie - Konstytucja Związku Radzieckiego - gwarantowała wszystkim obywatelom prawo do pracy. Gdzież, jeżeli nie na odwachu, można w pełni zakosztować tego prawa? Albo, przypuśćmy, prawo do nauki. Chcesz czy nie chcesz, trzy godziny dziennie musisz poświęcić na naukę musztry i szkolenie taktyczne, plus parę razy w tygodniu szkolenie polityczne. Czy wreszcie prawo do wypoczynku. Codziennie dowożą cię do pracy i z pracy - wykorzystaj więc ten czas na wypoczynek, albo wypoczywaj nocą na dechach. Za to ani w Konstytucji, ani w żadnym innym zbiorze praw, nie wspomniano choćby słowem o sraniu. Nie próbuj żądać więcej, niż ci gwarantuje Konstytucja! A może sprzyjasz przeciwnikom radzieckiego systemu praworządności?

Wiktor Suworow "Żołnierze wolności"

Przewróciło się, niech leży

Czasem najdzie mnie chęć skomentowania rzeczywistości. Facebook i Google+ schowają potem moje pisanie w osi czasu. Odnaleźć je można tylko wiedząc, że takie wpisy istniały.

Tu, na tym blogu położę wrażenia z lektury, ciągi skojarzeń i inne przejawy aktywności neuronów. Może nikt tu nie będzie zaglądał, ale mi będzie łatwiej znaleźć moją twórczość. Niech leży. Na potem.