piątek, 28 listopada 2014

Uwaga nakurwiam ciśnienie

czyli o wyższości obozów koncentracyjnych nad sterylizacją.


Tygodnik Polityka napisał o seksualności niepełnosprawnych. Opisy rzeczywistości katolickich ośrodków pomocy są trudne do odróżnienia od tandetnych horrorów. 

"w pętaniu seksualności, również tej objętej podwójnym tabu, bo homoseksualnej, przodują internaty dla niewidomych prowadzone przez siostry zakonne.......

Kiedy siostry zauważą nastolatków, którzy ich zdaniem żywią do siebie grzeszne uczucia, jednego z nich wysyłają do innego ośrodka. Drugiemu zalecają spowiedź albo post. Czasem też polecają, akurat dostępne w brajlu, żywoty świętych. Waldek, niedowidzący gej, przyłapany na pocałunku z kolegą, po lekturze historii jednego z błogosławionych pustelników zaczął się biczować, spał na krzyżu, kiedy pojawiały się myśli o masturbacji, ostrym drapakiem do garnków pocierał nadgarstki. W internacie został uznany za małego świętego, w domu, gdzie przerobił garaż na pustelnię i usiłował się umartwiać, rodzice patrzyli przez palce......"

No cóż, ten opis sprawia, że wymyślony jako żart Anti-Masturbation Cross podpada już pod Prawo Poego

"Matce 16-latki z zespołem Downa słowa seks czy współżycie nie przechodzą przez usta. Dlatego napisała list do księdza. Pytała, co powinna zrobić w związku z tym problemem, jakim jest niezdrowe zainteresowanie córki chłopcami.
...duchowny..... odpisał: „Sterylizacja zamieni dziewczynkę w przedmiot do używania. Antykoncepcja zatrze piękny wizerunek miłości czystej, prawdziwej i zachęci do seksu przy każdej okazji. Jedynym wyjściem jest zachęcanie do celibatu. On ją uwzniośli i zamieni się w powołanie”.

Największa zgroza KK, oddzielenie seksu od prokreacji, jest to tak straszne, że już lepsze od tego, zdaniem KK, były obozy koncentracyjne.  Uta Ranke-Heinemann  w publikacji "Brunatna przygoda moralności katolickiej" opisała to tak. 

Na drodze walki z przyjemnością bezżenny kler uznał wyższość obozów koncentracyjnych nad sterylizacją. Kardynał Faulhaber wspomina rozmowę, jaką miał z Hitlerem w 1936 roku, podczas której Führer dowodził konieczności sterylizacji tak zwanych dziedzicznie chorych w celu zapobiegania narodzinom nowego chorego pokolenia. Hitler mówił, że mimo iż: Operacja jest prosta i nie utrudni wykonywania zawodu lub wejścia w związek małżeński, Kościół wstrzymuje jej wprowadzenie. Na co replikował Faulhaber: Z punktu widzenia Kościoła, panie Kanclerzu, prawo moralne nie zabrania wyizolowania tych szkodników ze społeczeństwa ani odebrania im możliwości samoobrony. Lecz zamiast zniekształcenia fizycznego, powinny być przedsięwzięte inne środki ochronne, i oto jest taki środek: internowanie ludzi z chorobami dziedzicznymi17.

Obozy internowanych oznaczały obozy koncentracyjne, które widocznie nie były zabronione przez prawo moralne, co nie dotyczyło sterylizacji, ponieważ gwarantowała ona przyjemność bez możliwości prokreacji.


Warto zauważyć, że nastolatka z zespołem Downa ma się uwznioślić przez celibat wtedy, gdy chodzi o antykoncepcję, ale gdy chodzi o pierwszą komunię to dziewczynka z zespołem Downa jest dla księdza tylko "tresowanym zwierzęciem". Nie ona jedna

piątek, 14 listopada 2014

Piesi, macie przesrane. Potwierdzone info.

Dawno temu, kiedy samochodów było mniej, a pieszych więcej uchwalono jakieś przepisy, że niby pieszy ma pierwszeństwo przed nadjeżdżającym pojazdem wtedy, gdy znajdzie się na przejściu. Musicie tylko być bardzo ostrożni, bo inaczej będzie jak w anegdocie z USA. Radzą tam, że gdy zaczynasz do kogoś strzelać, opróżnij cały magazynek, w sądzie będzie tylko jedna wersja. Twoja.
Więc, gdy jako pieszy nie dasz się zabić, szanse, że to kierowca zawinił, rosną o jakieś 18 punktów procentowych. W przeciwnym razie, jest tylko jedna wersja. Jego.


Na przejście musisz ostrożnie wejść, nigdy wtargnąć. Wtargnięcie na przejście może przydarzyć się każdemu. Nic, że masz 85 lat i wracasz z psem ze spaceru, to za szybko dla młodego kierowcy. Chyże staruszki to jakaś zmora kierowców, są jak hiszpańska inkwizycja, mogą pojawić się wszędzie. Nawet starsze schorowane osobniki, są wciąż groźne dla kierowców. Odnotowano przypadek, gdy niepełnosprawna 88-latka wtargnęła na pasy. O kulach!

Nawet Sejm raczył zauważyć, że rośnie  liczba poszkodowanych w wypadkach na pasach, pochylił się nad tym z troską i tak zgięty trwa i duma. Niestety, zabrakło za to zadumy przy uchwalaniu przepisu o obowiązkowych odblaskach. Nic to, że według raportu Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego pt. "Zagrożenia niechronionych uczestników ruchu”. Statystyka wygląda tak:

-rzeczywiście większość pieszych ginących na polskich drogach ginie nocą, ale na obszarze zabudowanym, czyli zmiana przepisów nic tu nie daje

-główną grupą wiekową, która cierpi w tego typu wypadkach są osoby starsze


- 89% potrąceń pieszych, które kończyły się dla pieszego ciężkimi urazami miała miejsce również w obszarze zabudowanym


- 70% z tych potrąceń zdarzyło się w ciągu dnia


- w obszarze zabudowanym aż 42% potrąconych ucierpiało poruszając się przejściem dla pieszych, chodnikiem lub stojąc na przystanku  


Ten przepis wpłynie na jedno, teraz wszystkiemu będą winni piesi, bo nie mieli odblasków. Ostatni raport KRBRD wykazuje, że piesi stanowili w 2013 roku mniej niż 10% sprawców wypadków w Polsce.    Teraz to się zmieni. Doigrają się.


Właściwie już się zaczęło.

W miniony piątek doszło do tragicznego w skutkach wypadku. 35-letnia mieszkanka Bukowic w gminie Krośnice została śmiertelnie potrącona przez osobowe audi. 49-letni kierowca odjechał z miejsca zdarzenia. Podczas zatrzymania kilka godzin później w jego organizmie badanie wykazało 2,6 promila alkoholu. Choć do wypadku doszło na oświetlonej drodze na obszarze zabudowanym, policjanci zwracają uwagę, by nawet w takich warunkach mieć przy sobie element odblaskowy.

Aha, czyli statystyki nie kłamią,

  • droga oświetlona - tak
  • teren zabudowany - tak
  • kierowca nawalony - tak 2,6 promila 
  • pieszy bez odblasku - tak,tak, tak
Jakież to nadkom. Sławomir Waleński, rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Miliczu wyciągnął wnioski z tego wypadku? 

Być może, gdyby kobieta potrącona przez kierowcę audi w Bukowicach miała na sobie elementy odblaskowe, nadal by żyła i bezpiecznie dotarła do celu

Xhejn znć! Zarotowałem, bo nie oznaczyłem bloga, jako tylko dla dorosłych. 

sobota, 23 sierpnia 2014

Upgrade sumienia ver 2.03b

Całe to zamieszanie z deklaracją Półtawskiej sprawiło, że inni też zapragnęli klauzuli sumienia. Na razie farmaceuci (ci zachowują się jakby już obowiązywała) i nauczyciele. Jak będzie dalej, nie wiadomo, na szczęście hipermarkety mają kasy samoobsługowe, więc może uda się kupić alkohol, mięso lub prezerwatywy zamiast biegać do innej kasy. Ciekawe, że księża nie mogą udzielić ślubu parze gejów lub lesbijek powołując się na klauzulę sumienia. 

W dyskusjach pojawiało się też pytanie "Czy lekarz Świadek Jehowy  ma prawo odmówić transfuzji?". Należy wtedy odpowiedzieć pytaniem "A w którym roku?" 

 Pierwszy prezes Towarzystwa Strażnica, Charles Taze Russell, nie sprzeciwiał się transfuzji krwi, zaś kolejny - Joseph Franklin Rutherford chwalił ją nawet na łamach angielskiej „Pociechy" („Consolation" 25 XII 1940 s.19). W 1936 r. w wydawanym przez polskich Świadków Jehowy czasopiśmie „Nowy Dzień" (Nr 3, str.48, w artykule: "Krew zmarłego ratuje życie umierającym") głoszono, że transfuzja to wynalazek mogący oddać ludzkości wielkie usługi. Krew jednego zmarłego może ratować życie kilkunastu umierającym i ten jedynie wzgląd powinien już przekonać wszystkich do tego rodzaju operacji, która w istocie swojej nie ma nic zdrożnego (cytaty stąd)

A potem, jak to w religiach bywa jakiś pan (niekoniecznie w śmiesznej czapie lub sukience, ten nosił garnitury) ma zły sen, objawienie, atak podagry (*niepotrzebne skreślić) i bęc. 

Dopiero w 1945 roku Nathan Homer Knorr ustanowił zakaz poddawania się transfuzji krwi przez świadków Jehowy, a w 1961 r. karę wykluczenia ze zboru za zgodę na ten zabieg ("Świadkowie Jehowy Głosiciele Królestwa Bożego" s.183)

Mamy więc zakaz, mamy ofiary (każdy kult potrzebuje męczenników) i mamy też kwestionujących ten zakaz plus postęp medycyny. No i mamy pewną ewolucję w doktrynie. 

„Chociaż lekarze namawiają do stosowania niektórych frakcji krwi, zwłaszcza albumin, to one także podlegają biblijnemu zakazowi” (ang. Przebudźcie się! 08.09 1956 s. 20).

Czy przez takie używanie krwi w medycynie wykracza się przeciw prawu Bożemu? Czy podtrzymywanie życia przez przetaczanie krwi, osocza (plazmy) lub czerwonych krwinek czy też innych składników krwi jest czymś niewłaściwym? Tak!” (Strażnica Nr 6, 1962 s. 4).

[w angielskim odpowiedniku tej publikacji zamiast słów „innych składników krwi” jest zwrot various blood fractions, tzn. „różnych frakcji krwi” (ang. Strażnica 15.09 1961 s. 558)];

Cóż jednak wypada powiedzieć o przyjmowaniu zastrzyków surowicy, stosowanych na przykład przeciwko błonicy, tężcowi, wirusowemu zapaleniu wątroby, wściekliźnie, hemofilii (krwawiączce) i niezgodności czynnika Rh? Wydaje się, że leży to jakby w »strefie pogranicznej«. Niektórzy chrześcijanie uważają, że przyjęcie niewielkiej ilości środka krwiopochodnego dla takich celów nie jest przejawem zlekceważenia prawa Bożego; sumienie im na to zezwala. (...). Inni jednak ze względu na sumienie czują się zobowiązani do odtrącenia zastrzyków surowicy, ponieważ zawierają krew, chociaż tylko w maleńkiej ilości. Dlatego daliśmy wyraz stanowisku, że tę kwestię każdy musi rozstrzygnąć osobiście. Zachęcamy wszystkich, by starali się mieć czyste sumienie i żywo reagowali na pouczenia zawarte w Słowie Bożym” (Strażnica Rok C [1979] Nr 5 s. 22-23; por. Jak krew może ocalić twoje życie? 1990 s. 27).


Świadkowie Jehowy nie zgadzają się na przetoczenie krwi pełnej oraz jej podstawowych składników. (...) Natomiast jeśli chodzi o poszczególne frakcje tych składników, każdy chrześcijanin musi sam z modlitwą wnikliwie to rozważyć i podjąć świadomą decyzję” (Strażnica Nr 12, 2000 s. 31). (cytaty stąd)

No dobra, powiecie, odwidziało im się, bywa. Otóż Kościół Katolicki (dalej KK) też zmienia stanowisko. Obsesje KK w sprawie aborcji są całkiem (jak na tak starą instytucje) świeże. A stanowisko wobec in vitro i antykoncepcji to "nówka sztuka" i dość karkołomne wygibasy intelektualne. Dzięki temu kobieta katolicka może zapobiegać ciąży przy pomocy fizyki (no termometru) i matematyki, ale już osiągnięcia chemii (prezerwatywy) lub farmakologii (pigułki) są zakazane. Choć jak dobrze postraszyć zabraniem kasy, to nawet pigułka "po" będzie dopuszczona przez biskupów (niemieckich, nasi mają kasy tyle ile zechcą wziąć od państwa).  Czy ktoś pomyślał, jak zadziała klauzula sumienia po kolejnym objawieniu bosa albo nowym bosem tego korpo zostanie wróg szczepień, który będzie twierdził, że HIV to broń CIA przeciw Afrykanom? Niemożliwe? 

No cóż mamy Polsce posła, który widział wskrzeszenia na własne oczy (ale na youtube) a sam wskrzeszający robi regularne rundki po stadionach i prowadzi rekolekcje.  Dajcie im klauzulę sumienia, a zobaczycie w jak dziwnym kraju przyjdzie wam żyć. 






środa, 28 maja 2014

Odpieprzcie się od Korwina


Po ostatnich wyborach tylko niektórzy, jak WO zachowali spokój. 

Z wyborów jestem ogólnie zadowolony. Nie przeraża mnie to, że Korwin będzie teraz mieć sos od muli na wąsach.

I słusznie. Bo o co ten zgiełk? Żyjemy w kraju, gdzie:

  • ministrem sprawiedliwości był pan, który słyszał krzyki mrożonych blastocyst, ale już krzyki kobiet, ofiar przemocy domowej, jakoś nie raniły jego uszu.
  • gdzie wiceministrem sprawiedliwości jest zakonnik (świecki), który tak stara się przy pracy, żeby ofiary przemocy domowej i kobiety w niechcianej ciąży miały jeszcze bardziej przesrane, niż dotąd.
  • gdzie lekarze podpisują deklarację, że mają gdzieś prawo i nauki medyczne, ważniejsza jest biskupia wykładnia mitologii  sprzed dwóch tysiącleci.
  • gdzie 368 posłów odrzuciło projekt ustawy dotyczącej wprowadzenia „wiedzy o seksualności” jako przedmiotu obowiązkowego, ale za to  380 posłów poparło uchwałę, że JP2 był  „.. wielkim moralnym autorytetem, Ojcem i Nauczycielem”, a także „człowiekiem pokoju i nadziei” oraz „najważniejszym z Ojców niepodległości Polski”. 


No to co z tego, że mamy europosła, który jest monarchistą i publicznie głosi, że

Prześladowanie homoseksualistów jest zdrowym odruchem samoobrony społeczeństwa.

Homoseksualizm jako skłonność jest chorobą, jako praktyka zboczeniem.

Dzieci, które nie dostają w skórę, są mniej współczujące i bardziej histeryczne.

No dobra, z tym ostatnim cytatem to przegiąłem. Teraz nikt się nie nabierze, że to JKM, bo są to wszystko wypowiedzi europosła Marka Jurka.

poniedziałek, 19 maja 2014

Brunon K. bohater Bolandy

Uwagę Billa zwrócił na siebie migoczący neon z napisem "Mrożone Szynki Koszerne, Sp. z O.O.". Na Arymana, zupełnie zapomniał, że jest przecież szpiegiem G.B.Ś.! O mało co, a przyłączyłby się do ataku na elektrownię. Chyba jeszcze zdąży uciec, zanim nastąpi kontruderzenie. Pocąc się trochę bardziej niż zwykle, zaczął torować sobie drogę w kierunku neonu. Wreszcie udało mu się przebić przez tłum i niczym zając pognał w poszukiwaniu schronienia. Chwycił za klamkę wychodzących na ulicę drzwi, ale były zamknięte. Ogarnięty paniką szarpał coraz mocniej, aż cały front budynku zakołysał się niebezpiecznie, trzeszcząc i poskrzypując w posadach. Bill osłupiał, zdumiony swoją siłą i w tej chwili ktoś syknął na niego głośno.

    - Chodź tutaj, ty bałwanie! - rozległ się wściekły głos. Bill spojrzał w bok i zobaczył wychylającego się zza rogu agenta Pinkertona, który machał do niego z groźną miną. Bill posłusznie skręcił za róg i znalazł się w sporawym tłumie. Miejsca jednak było dosyć, bowiem cały budynek okazał się tylko zrobioną z tektury makietą frontowej ściany, przymocowaną drewnianymi podporami do płyty czołowej atomowego czołgu. Dokoła pojazdu zgrupowani byli żołnierze w uzbrojeniu bojowym, oddział agentów G.B.Ś., jak również największa ilościowo gromada rebeliantów z powypalanymi przez pochodnie dziurami w ubraniu. Osobą stojącą najbliżej Billa okazał się android Wampyr.

   - Ty?!... - Zachłysnął się zdumieniem Bill. Android wykrzywił usta w starannie wyćwiczonym pogardliwym uśmiechu.

   - Miałem na ciebie cały czas oko. U nas nic nie jest pozostawiane przypadkowi. Pinkerton wyglądał przez dziurkę w fałszywych drzwiach.

    - Chyba wszyscy agenci już się wycofali - powiedział - ale na wszelki wypadek zaczekamy jeszcze chwilę. Według ostatnich danych w tej operacji brali udział szpiedzy z sześćdziesięciu pięciu agencji wywiadowczych i kontrwywiadowczych. Ci buntownicy nie mają żadnych szans...

   W gmachu elektrowni rozjęczała się syrena. Musiał to być umówiony sygnał, bowiem na jej dźwięk żołnierze zaczęli rąbać drewniane podpory. Kartonowa budowla zachwiała się i runęła z trzaskiem.

   Plac Szowinistów był pusty.

   To znaczy, niezupełnie. Bill przyjrzał się dokładniej i stwierdził, że został jeden człowiek Trudno go nawet było dostrzec. Z początku biegł w ich stronę, ale kiedy zobaczył, co kryje się za fałszywą fasadą, zatrzymał się z żałosnym piskiem.

    - Poddaję się! - zawołał i Bill rozpoznał w nim człowieka nazwiskiem X. Otworzyła się brama elektrowni i na plac wyjechały samobieżne miotacze ognia.

    - Tchórz - prychnął pogardliwie Pinkerton i zarepetował pistolet - Nie próbuj się teraz wycofać, X, przynajmniej umrzyj jak mężczyzna!

   - Nie jestem X-em, to tylko nom - de - espionage! - Krzyknął X, zdzierając fałszywą brodę i wąsy, i odsłaniając nieciekawą, drgającą nerwowo twarz z mocno zarysowaną szczęką. - Jestem Gill O' Teen, absolwent Cesarskiej Szkoły Kontrwywiadu i Służby na Dwa Fronty. Przydzielono mi to zadanie, mogę to udowodnić, mam dokumenty, książe Mikrocephal zapłacił mi za obalenie jego wuja, po to, by on mógł zostać Cesarzem...

    - Masz mnie za idiotę? - warknął Pinkerton mierząc starannie z pistoletu. - Stary Cesarz, niech spoczywa w pokoju, umarł rok temu i jego miejsce zajął właśnie książę Mikrocephal. Nie możesz obalić człowieka, który cię do tego wynajął!

    - To przez to, że my tu nigdy nie czytaliśmy gazet! - jęknął X alias O'Teen.

    - Ognia! - rozkazał surowym tonem Pinkerton i ze wszystkich stron runęła ulewa żaru, atomowych promieni, kul i granatów.

Bill, Bohater Galaktyki
Harry Harrison  przekład : Arkadiusz Nakoniecznik


Pętla tajnych służb zaczęła się zaciskać wokół doktora chemii Brunona Kwietnia w roku 2012. Funkcjonariusze ABW przeniknęli w szeregi jego konspiracji tak głęboko, że stali się jedynymi jej uczestnikami. Pomagali mu przygotować plan wysadzenia w powietrze Sejmu, ale też podsuwali inne pomysły. W sprawie o kryptonimie "Doktor" wielokrotnie zacierały się różnice pomiędzy tym, co chciał zrobić niedoszły terrorysta, a tym, do czego zainspirowali go agenci.

Gazeta Wyborcza
Terror po polsku. Brunon Kwiecień - kryptonim "Doktor"
Wojciech Czuchnowski, Jarosław Sidorowicz 

czwartek, 15 maja 2014

Demon Maxwella w kościelnej prezerwatywie

Pewien eksperyment myślowy związany z drugą zasadą termodynamiki wprowadził na karty podręczników fizyki tytułowego demona. Pewne teologiczne wygibasy Kościoła Katolickiego związane z seksem dokonały tego, czego najtęższe umysły  fizyki zrobić nie zdołały. Wbudowały demona w prezerwatywę. Dzięki SuperExpresowi możemy poznać tajniki tego wynalazku


Prezerwatywa chroni przed infekcjami, ale jednocześnie nie służy antykoncepcji. Taki kondom ma coś w rodzaju wentyla, który przepuszcza plemniki i jednocześnie zapobiega infekcjom - informuje lekarz dominikanin o. Jacek Norkowski. 

Genialne rozwiązanie, przypomina mi się anegdota o pewnym fizyku, który miał dwa koty dużego i małego. Ponieważ przeszkadzały mu ciągłym drapaniem do drzwi, kazał wywiercić dla kotów dwa otwory w drzwiach: jeden duży – dla dużego, drugi mały – dla mniejszego.  

ILLUSTRATION: FDA
Jako tako ogarnięty widz Discovery, BBC Knowledge czy National Geographic zdaje sobie sprawę z różnicy rozmiarów, pokazanej na tym obrazku .  Wystarczy chwila, żeby uzmysłowić sobie, że pospolita chlamydia ( 0.3 μm)  jest dziesięć razy mniejsza od plemnika ( główka 5 µm by 3 µm) a mówimy tu o bakterii. Wirusy HPV, HIV i inne paskudztwa są jeszcze mniejsze.  Gdyby lekarz dominikanin pobawił się edukacyjną animacją (polecam!), zamiast wygadywać bzdury w gazetach też by się czegoś nauczył.  

Uprzedzając czepialskich, zdaję sobie sprawę, że oddzielenie bakterii lub  wirusów od plemników jest możliwe. Pewnie nawet na u Barta wśród komentatorów są  co najmniej dwie osoby ze dostępem do takich technik. Ale będzie to wymagało specjalnego sprzętu laboratoryjnego i wprawnego laboranta, a nie magicznego zaworka umieszczonego w kondomie. 

środa, 2 kwietnia 2014

Żołnierze wyklęci, talibowie przeklęci.


Pan Prezydent RP "kierując się głębokim przekonaniem o potrzebie wypełnienia luk w pamięci o ostatnich redutach Polskiego Państwa Podziemnego i ich bohaterskich obrońcach"  umieścił na swojej oficjalnej stronie publikację OSTATNI KOMENDANCI, OSTATNI ŻOŁNIERZE. 1951-1963

Ich wyczyny, to na przykład


10 lutego 1953 r. dwaj partyzanci Stanisław Kuchcewicz „Wiktor” i Zbigniew Pielak „Felek” weszli do budynku kasy Gminnej Spółdzielni w Piaskach niedaleko Lublina. Po drugiej stronie ulicy, z bramy cmentarza, osłaniał ich Józef Franczak ”Lalek”. Chcieli zdobyć pieniądze umożliwiające im przetrwanie. Pomimo chłopskiego przebrania stojący w kolejce żołnierze wzbudzili nieufność kasjera, który powiadomił pobliski posterunek milicji. Doszło do gwałtownej strzelaniny. Ciężko ranny „Wiktor” rozkazał „Felkowi”, żeby go zostawił i uciekał. „Wiktor” poległ, a ranny „Felek” dostał się w ręce milicji i zmarł rok później we wrocławskim więzieniu. W walce zginęło też dwóch milicjantów. „Lalek”, który ostrzeliwał się z automatu, nie został nawet draśnięty i zdołał się wydostać.

Jesienią 1956 r. „Lalek” dokonał udanego ataku na ambulans pocztowy przewożący 108 tysięcy złotych. 





Z dokumentów wynika, że przypisywano mu  zastrzelenie  12  osób, w tym 4 funkcjonariuszy UB, 3 komendantów posterunku MO, komendanta Ochotniczej Rezerwy MO, tajnego współpracownika UB i oficera KW MO, oraz napad na Kasę Gminnej Spółdzielni w Piaskach, a także na ambulans pocztowy.

No ale dość o "Lalku" inni też byli bardzo aktywni. 


Niedaleko miejsca postoju osiemnastoosobowa grupa uderzeniowa Marchewki „Ryby” rozbiła punkt łączności Armii Sowieckiej. Podczas walki jedna kobieta z czteroosobowej  obsługi zginęła, a trzy wzięto do niewoli. Po przesłuchaniu przez mjr. Tabortowskiego  „Bruzdę” wszystkie zostały rozstrzelane. (7-8 maja 1945 okolice Grajewa)


Czy rozstrzeliwanie jeńców nie podpada pod zbrodnie wojenne?

Po przetrwaniu zimy wraz z nadejściem wiosny Tabortowski rozpoczął odbudowę grupy. W jej szeregi przyjął między innymi Wacława Dąbrowskiego „Tygrysa”, Stanisława Marchewkę „Rybę” i Jana Rogińskiego „Lisa”.  Z  kolei  we  wrześniu  tego  roku (1953) grupa  zaatakowała  PGR  w  Ławsku  w  trakcie trwania  wypłaty  pensji  i  zdobyła  środki  niezbędne  do  przetrwania  oddziału.  W  czasie akcji  Marchewka  zastrzelił  milicjanta  ochraniającego  wypłatę. 

Rabowanie kasy osiem lat po wojnie i zabójstwo milicjanta. Ktoś tu widzi patriotyzm?

Nie tylko Prezydent  stara się ocalić od zapomnienia "wyczyny" żołnierzy wyklętych IPN też, udostępnia pamiętniki "Uskoka" (IPN idzie z duchem czasu, są wersje EPUB i MOBI, Prezydent tkwi jeszcze w epoce PDFa łupanego). Oddajmy głos "dzielnemu bojownikowi o sprawę"

Puchaczów mocno podczerwieniał i uprawianie takich rzeczy uważane tam było za wskazane.
Nic więc dziwnego, że w miesiąc później, 3 lipca [1947 r.], „Wiktor”, nawet bez mojej wiedzy, a w porozumieniu z „Żelaznym”36 (bratem śp. „Jastrzębia”) i „Ordonem” wziął krwawy odwet na Puchaczowie. Zabito 21 osób, wybierając najbardziej winnych. Zrobiło to wrażenie na komunistach. Rozdmuchano ten fakt okropnie. Z naszego punktu widzenia, była to robota może zbyt krwawa, ale konieczna 

W wyniku akcji w Puchaczowie zginęły 22 osoby (ostatnia ofiara zmarła z ran w połowie sierpnia 1947 r.), w tym 10 członków PPR, reszta była bezpartyjna.  Czyli mołojcy  dwa lata po wojnie wchodzą do wioski i zabijają 22 osoby  Część bo należała do partii, cześć "za podejrzenia". Nawet w najbardziej demokratycznym  i praworządnym kraju dostaliby za ten mord karę śmierci. 

Uprzedzając ewentualne komentarze, że walczyli bo przecież kraj nie był wolny a wybory nie takie itd. to trudno nie zauważyć pewnej poważnej niekonsekwencji ze strony Prezydenta RP i innych instytucji naszego państwa. 

Przecież wysłaliśmy wojska do krajów, gdzie grupa obywateli  nie pogodziła się z wynikiem wyborów, nie uznała końca wojny i dalej wojuje. Strzelają  do  milicjantów, urządzają zamachy na oficerów NKWD CIA.
Nasze wojska zaś usiłują ich schwytać i postawić przed sądem, tak jak WP, MO i UB  się starało. Oczywiście jest to zupełnie inna sytuacja i złe porównanie, bo teraz to "my" jesteśmy tymi dobrymi a oni złymi. Do czasu, aż kiedyś na oficjalnej stronie prezydenta Iraku lub Afganistanu pojawi się pamiątkowy wpis o kolejnych dzielnych bojownikach, co nie złożyli broni. I wtedy fala oburzenia ogarnie nasze media i polityków.      

9 grudnia (1947) oddział „Szatana” dokonał akcji na spółdzielnię w Bogdanowie i ujął Franciszka Cybulskiego, sekretarza Gminnej Rady Narodowej w Bełchatowie, który jesienią brał udział w aresztowaniu jego ojca i brata Zygmunta. Na Cybulskim wykonano wyrok  śmierci.

Szef komisji wyborczej prowincji Kunduz w północno-wschodnim Afganistanie,zginął, gdy dwaj ludzie na motocyklu ostrzelali jego samochód. 

28 III 1951 r. – Jaszczułty, pow. Wyszków 
Jan Kmiołek ,,Fala”, ,,Mazurek”, ,,Wir”, ,,Witold” ostrzelał trzyosobowy patrol MO, dokonujący rewizji we wsi. Dwóch milicjantów zginęło (Stanisław Komicz i Antoni  Ponichtera), jeden ranny zdołał uciec. 

Członkowie al-Kaidy zabili we wtorek 5 policjantów w punkcie kontrolnym w zachodniej części Bagdadu - poinformował przedstawiciel irackiego MSW.

30 IV/1 V 1951 r. – Zajęczniki, pow. Siemiatycze 
Żołnierze patrolu Kazimierza Parzonko ,,Wichury”, ,,Zygmunta” z oddziału Kazimierza Kamieńskiego ,,Gryfa”, ,,Huzara” zastrzelili organizatorów ORMO na tym  terenie, członków PZPR: Aleksandra Burzyńskiego – przewodniczącego GRN i Michała Lejzorowicza – gminnego komendanta ORMO. 

Talibowie przeprowadzili w czwartek rano egzekucję ośmiu afgańskich cywilów, którzy jechali do pracy w amerykańskiej bazie wojskowej Camp Shank w prowincji Logar, na południe od Kabulu – poinformowały źródła policyjne. 

31 października 1946 r. oddział rozbił i opanował posterunek MO i pocztę w Opolu, a następnie połączywszy się z oddziałami kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka” i Józefa Struga „Ordona” przerwały łączność telefoniczną z Łęczną. Później weszły do miasta i zlikwidowały 11 osób – członków PPR i współpracowników UB, w tym 1 milicjanta.

Pięciu policjantów zginęło w ataku talibów na budynki administracji państwowej w Puli Alam na południe od Kabulu - poinformowały miejscowe władze. 

P.S. Nie tylko Prezydent i IPN dokumentują czyny żołnierzy wyklętych, można dla równowagi poczytać Żołnierze przeklęci - nacjonalizm zabija 

czwartek, 27 lutego 2014

Prorok jaki, czy co?

Prof. Płatek wydobyła na światło dzienne protokół pewnego spotkania. Spotkali się przedstawiciele rządu RP z przedstawicielami teokratycznej monarchii elekcyjnej. Dla niepoznaki uchodzą oni za polskich biskupów, ale arcybiskup Wesołowski też wydawał się rodakiem a potem się okazał Watykańczykiem, więc nigdy nic nie wiadomo.

Niedługo czekaliśmy na skutki konkordatu, owego niepoczytalnego konkordatu, dającego biskupom przywileje, jakich nie mieli w Polsce nawet w średniowieczu, konkordatu, który czyni z nich wyłącznie przedstawicieli Rzymu, luźnie związanych z naszym społeczeństwem, czujących się ponad naszym prawem.

Wśród zebranych był słynny hodowca świętych Danieli biskup Głódź, znany z mianowania skazanego prawomocnym wyrokiem, za  upijanie i wykorzystywanie seksualne nastolatki, księdza Kanonikiem Kapituły Kolegiackiej. Był też ks. dr. Józef Kloch, który uważa, że policzenie ofiar pedofilii w polskim kościele zaszkodzi poszkodowanym (a ja naiwnie myślałem, że zaszkodzi kościołowi).

Było sporo grzeczności, już wiem czemu nie nadaję się do polityki.

 
Parsknąłbym śmiechem i opluł czarnosukienkowych rządową mineralną.


Bo żłobki, urlopy macierzyńskie itd. to są bardzo istotne zagadnienia dla bandy starych, bezdzietnych kawalerów. 


Gdziekolwiek wyłoni się paląca kwestia, w której ludzie głowią się i radzą, co czynić, aby na świecie było trochę lżej i trochę jaśniej, natychmiast wysuwa się złowroga czarna ręka i rozlega się grzmiący głos: „Nie pozwalamy! Nie wolno wam nic zmienić, nic poprawić. Wszystko musi zostać po dawnemu; niczego tknąć nie pozwolimy z gmachu ciemnoty i ucisku.

„Już z okazji ostatniego święta papieskiego — pisze ks. prymas — napiętnowałem niesłychany projekt ustawy o małżeństwie jako zamach... jako zuchwałą próbę... wydania rodziny polskiej na bezeceństwa bolszewizmu... Komisja kodyfikacyjna ośmieliła się jednak zlekceważyć... Nie można dość stanowczo odeprzeć tych haniebnych zakusów”... I tak dalej.  


 Duszą akcji jest prefekt. Ten nie chce nic rozumieć ani paktować z tym, co uważa za złe. Dla niego proces jest krótki: uczeń, który czyta Darwina, to wyrzutek społeczeństwa; chłopiec, który ośmielił się pokochać, to zakała klasy. Uświadomienie młodzieży to pornografia. Rygor to jedyny środek w takich sprawach. Chłopak musi być wypędzony z gimnazjum (...), młodemu zaś profesorowi stawia prefekt takie ultimatum: albo wniesie prośbę o przeniesienie, albo grozi mu dyscyplinarka.



System zawsze jeden: podają fałszywe tezy, dorabiają do nich fałszywy komentarz, na tej podstawie uzyskują lub wymuszają rezolucje i protesty obałamuconej ludności, te protesty znów przez centralę wysyłają w świat jako „żywiołowy odruch społeczeństwa”, i tak w kółko. Czyni się to w sposób najbardziej bezwzględny, zarazem obliczony na grubą ciemnotę. Zohydza się projekt niemiłej ustawy jako bolszewicki, bezczelny, bezwstydny, bezbożny (same b). Zwłaszcza „bolszewicki”, przy czym oczywiście przemilcza się, że jest on bardzo zapóźnionym zrównaniem z urządzeniami od lat istniejącymi w całej Europie.




W chaosie pierwszych naszych poczynań kler umiał się stać od początku wielką siłą. Świetnie zorganizowany, czujny, karny, z wiekowymi tradycjami polityki, wzbogacony wpływem dzięki naszej ordynacji wyborczej, umiał wyzyskać każdą sposobność, każdą cudzą słabość czy nieuwagę, każdy błąd. Żadne ze stronnictw nie lubi go mieć przeciwko sobie.

Wszystkie teksty kursywą  pochodzą z felietonów Boya.