czwartek, 15 listopada 2018

Duda przeciw księdzu Oko

Nasz prezydent Adrian Andrzej Duda obwieścił, że

"jeśli taka ustawa by powstała i byłaby dobrze napisana, nie wykluczam, że podszedłbym do niej poważnie - stwierdził na łamach "Naszego Dziennika" o prawie zakazującym "propagandy homoseksualnej" prezydent Andrzej Duda." 

W ten sposób pragnie zapewne, po demontażu paru instytucji, zbliżyć Polskę jeszcze bardziej do Rosyjskich standardów. 

 Ustawa o ochronie dzieci przed informacjami przynoszącymi szkodę ich zdrowiu i rozwojowi, zwana antygejowską, została przyjęta przez Dumę w czerwcu 2013 roku 436 głosami przy jednym wstrzymującym się. Zakazuje ona „propagowania nietradycyjnych form zachowań seksualnych wśród nieletnich”. Przy tym została napisana niechlujnie i nieprecyzyjnie. Przewiduje karanie na przykład za „rozprzestrzenianie informacji mających na celu formowanie wśród nieletnich nietradycyjnego podejścia do seksu” czy za „narzucanie informacji o nietradycyjnych zachowaniach seksualnych”. To na podstawie tak sformułowanego prawa grupa „prawosławnych obywateli” zwróciła się do prokuratury z wnioskiem o ściganie firmy Wimm-Bill-Dann za to, że na kartonie jej mleka Wesoły Mleczarz widnieje tęcza, a to przecież jest symbol ruchu LGBT, mamy więc przez to do czynienia z „propagowaniem nietradycyjnego seksu”, i to w tysiącach sklepów w całej Federacji. A tam przecież, o zgrozo, zakupy robią też dzieci i młodzież. Wimm-Bill-Dann tęczę ze swojego mleka usunął. 

 Soczi. Igrzyska Putina (Wacław Radziwinowicz)


 No to logo Społem trzeba będzie zmienić, trudno. Niestety, ta ustawa, podobnie jak rosyjska, będzie służyła tylko jednemu - zakazowi edukacji. Taki jeszcze jeden bat, którym Ordo Iuris będzie machać nad głowami nauczyli, którzy omawiając filozofów, malarzy czy poetów wspomną o ich orientacji.  Będzie też wygodnym narzędziem przeciw KPH i innym organizacjom LGBTQ. 

Nikt, poza jednym wyjątkiem, nie promuje homoseksualizmu.  Jedyną osobą, która to robi jest ksiądz Oko. 

"Geje mają nawet 500 partnerów w swoim życiu,"
Dla nabuzowanego hormonami nastolatka, to może brzmieć jak promocja, ale pisanie ustawy przeciw głupotom jednego księdza to przesada. 


wtorek, 23 października 2018

Zajdel wieszczem




— Słyszałaś, co zrobił ten facet z nadzoru gospodarki leśnej? — mówił chichocąc jeden z mężczyzn siedzących w pobliżu, do młodej dziewczyny zajadającej krem z owocami.

— Mówią, że zwariował.
— No, pewnie! Ale to nie wszystko! Posłuchaj! Jestem dziś u naczelnika nadzoru gospodarki terenowej, a tu wpada ktoś z patrolu powietrznego i krzyczy: „Szefie! Ten kretyn od maszyn wyrębowych chyba oszalał!” Naczelnik na to: „Nie kretyn, przede wszystkim, bo ma siedemnastokąt, a ty tylko sześciokąt, i nie tobie go oceniać!” Na to tamten z patrolu: „Ależ szefie, on tak zaprogramował maszyny wycinające drzewa w Puszczy Zachodniej, że zamiast ściąć odpowiednie kwadraty, poszły po całym obszarze i powaliły drzewa po liniach tworzących wielki napis, widoczny z powietrza”. Tu naczelnika ruszyło. Zerwał się zza biurka i wrzasnął: „Co? Co on napisał?” A tamten mu na to, że napis brzmi...
Tu opowiadający schylił się do ucha dziewczyny i głośnym szeptem powiedział:
— ...„pocałujcie nas w dupę!”
Dziewczyna prychnęła śmiechem, nie zdążywszy przełknąć kremu, który miała w ustach. Rozmowa urwała się na czas potrzebny do usunięcia skutków drobnego incydentu. Po chwili mężczyzna opowiadał dalej:
— Więc ten z patrolu mówi szefowi, że wcale się nie dziwi. Sam by też zwariował, siedząc samotnie w ośrodku dyspozycyjnym w centrum puszczy. Naczelnik zbył to krótką uwagą, że tamten dobrze wie, za co się znalazł w odosobnieniu, i że w ogóle nie pora litować się nad wariatem, gdy zagrożona jest racja stanu i bezpieczeństwo powszechne. „Zamazać to zaraz!” powiada, a facet z patrolu śmieje mu się w nos. „Szefie! — mówi. — Te litery mają po dwa kilometry wysokości, a napis jest na trzydzieści długi!”. „Trudno — naczelnik tłucze pięścią w stół. — Walić, jak leci, cały obszar!”. „Ależ, to jest sześć tysięcy hektarów pięknej starej puszczy! Wszystkiego nie zużyjemy, nie ma mocy przerobowych, zgnije nam to drewno, będą cholerne straty!” oponuje facet z patrolu. „A ty wiesz, co będzie, jak o n i nadlecą? Przecież potrafią to przeczytać i zrozumieć! Co ty mi tu będziesz o stratach. Co z tego, że będzie las, jeśli nie będzie nas! Wiesz, jacy są drażliwi! Jeśli napis jest dobrze widoczny z dużej wysokości, to nie będą ani przez chwilę wątpić, że zrobiono go dla nich!”
— No, i co dalej? — spytała dziewczyna.
— Tego z lasu zamknęli w klinice. A las walą, jak leci.


Janusz A. Zajdel "Limes inferior" dla niedowiarków link 

poniedziałek, 30 października 2017

Bartoszewski, Bohater Galaktyki.

Lubię czytać SF, bo resztę życia spędzę w przyszłości, ale dlaczego ta przyszłość rzeczywistość jest taka durna?

W latrynie dłuższą chwile zajęło mu odnalezienie kawałka względnie czystego lustra, wszystkie bowiem pokryte były inspirującymi napisami w rodzaju: GĘBA NA KŁÓDKI - CHINGERSI PODSŁUCHUJĄ, albo JAK BĘDZIESZ GADAŁ, CZŁOWIEK W LUSTRZE UMRZE, aż wreszcie wsadził wtyczkę do kontaktu obok CZY CHCESZ, ŻEBY TWOJA SIOSTRA WYSZŁA ZA CHINGERSA? i przyjrzał się swemu odbiciu w środku litery O. Popatrzyły na niego przekrwione, podkrążone oczy. Ponad minutę jeździł już bzyczącą maszynką po swoich zapadniętych policzkach, zanim znaczenie pytania dotarło do jego otępiałego ze zmęczenia mózgu.

   - Przecież ja nie mam siostry - parsknął zirytowany - a poza tym, dlaczego niby miałaby wychodzić za mąż za jaszczurkę?

   Było to tylko pytanie retoryczne, a jednak z przeciwległego końca pomieszczenia, a dokładniej z ostatniego sedesu w drugim rzędzie, nadeszła niespodziewana odpowiedź.

   - To nie ma oznaczać dokładnie tego, co znaczy, tylko czytając to, masz jeszcze bardziej nienawidzieć nieprzyjaciela.
   ...
   - Skoro tylko o to chodzi, to czemu po prostu nie napiszą: "Masz jeszcze bardziej nienawidzieć nieprzyjaciela"? - zdziwił się Bill. Wskazał kciukiem na przeciwległą ścian, na której przyklejono plakat zaopatrzony w podpis POZNAJ SWOJEGO WROGA. Przedstawiał on naturalnych rozmiarów wizerunek Chingersa, jaszczurkowatej istoty o siedmiu stopach wzrostu, przypominającej nieco czterorękiego kangura z głową aligatora.
 

   - Zresztą, czyja siostra chciałaby wyjść za coś takiego? I co coś takiego miałoby po ślubie zrobić z tą siostrą? Zjeść ją chyba, czy jak?
 

   Jasio skończył właśnie jeden but i wziął się za następny. Zmarszczył brwi dla okazania, jak skomplikowane proces myślowe zachodzą w jego czaszce, po czym odpowiedział:

   - Eee... widzisz, to nie chodzi o prawdziwą siostrę. To tylko taki chwyt propagandowy. Musimy wygrać tę wojnę. Żeby wygrać tę wojnę, musimy walczyć jak diabli. Żeby walczyć jak diabli musimy mieć dobrych żołnierzy. Dobrzy żołnierze muszą nienawidzieć nieprzyjaciela. I tak to idzie...

Harry Harrison "Bill, Bohater Galaktyki"
przekład : Arkadiusz Nakoniecznik










Jak ktoś nie wierzy to tu źródło

wtorek, 19 września 2017

Z nożem na strzelaninę

Nasze, tak zwane, elity zachowują się tak, że na myśl o kolejnej manifestacji  w obronie sądów czuję zażenowanie.  Szanowne grono profesorów i doktorów, czy to prawa czy inny dziedzin nie ma pojęcia jak zachować wobec aparatczyka TVPiS walącego cepem propagandy czy chamskiego posła/posłanki.  No i kończą jak kolesie z nożami na strzelaninie.  Rozumiem, że system edukacji słabo do tego przygotowuje, ale przecież macie kasę (opozycjo - partyjną) i możecie sobie zafundować trening z jakimiś specami.  W Polsce tylko liderzy przed debatami TV ćwiczą z dziennikarzami lub psychologami.  Nie wiem jak to się robi w USA czy UK, choć na pewno są grube książki analizujące kampanie, ale zejdźmy wiele szczebli niżej. 

Pamiętałem, że podczas własnego szkolenia snajperskiego miałem takich instruktorów, którzy potrafili uczyć, i takich, którzy tego nie umieli. Postanowiłem, że ja będę jednym z tych, którzy potrafią, dlatego przeszedłem czterotygodniowy kurs na instruktora organizowany przy Thirty-Second Street nad Zatoką San Diego. Żadne pochwały nie oddadzą należytej sprawiedliwości temu szkoleniu. Doświadczenie tych paru tygodni ogromnie wpłynęło na wszystkie moje późniejsze publiczne wystąpienia i sposób, w jaki uczyłem. Kazano nam stawać przed całą grupą i filmowano prowadzone przez nas wykłady, po czym odtwarzano nam te nagrania. Nic nie może się równać z doświadczeniem, jakim jest obserwowanie samego siebie jako wykładowcy. Każdy z nas po kolei siadał i wgapiał się w ekran, wsłuchując się w swoje „yyy”, „eee” i „jak by to powiedzieć”, powtarzane dziesięć, dwanaście, piętnaście razy na minutę. To było straszne. Jeśli nigdy czegoś takiego nie robiliście, bardzo wam to polecam – a jeśli ktoś z was ma zamiar uczyć innych albo zajmować jakiekolwiek kierownicze stanowisko, to koniecznie musi zrobić sobie takie nagranie i je później obejrzeć. Niektórzy patrzyli z przerażeniem, jak w środku zdania zaczynają przeklinać, jak mówią rzeczy, o których mogliby przysiąc, że nigdy ich nie powiedzieli – dopóki nie dostali twardego dowodu. Doznaliśmy prawdziwego wstrząsu. To było żenujące doświadczenie – albo byłoby, gdyby instruktorzy na tym poprzestali i ciągle nam to wypominali. Ale oni mieli zadanie do wykonania – więc poszli dalej. Policzyli wszystkie „yyy”, „eee” i inne takie, wszystkie „kurwa”, „w dupę” i „cholera”, po czym kazali nam powtórzyć ćwiczenie. Potrafili wyperswadować nam wszystkie nasze tiki werbalne. Nauczyli nas, jak mamy realizować program nauczania, jak zorganizować nauczaną grupę, jak oceniać postępy poszczególnych kursantów i pozytywnie wspomagać słabszych, by doganiali resztę grupy. Uczyli nas, że nie ma nic złego w tym, by na chwilę przerwać wykład i zebrać myśli, nie wypełniając chwil ciszy żadnymi „eee”. Uczyli, jak uzyskiwać odpowiedzi od kursantów bez zasypywania ich gradem pytań czy wiercenia im dziury w brzuchu do tego stopnia, że będą się czuli zażenowani lub skrępowani; jak zachęcać ich samych do stawiania pytań i jak sprawić, by zaczęli myśleć, tak by chłonęli to, czego ich uczymy, zamiast tylko powtarzać jak papugi. Uczyli nas uczyć. W zakresie praktycznych umiejętności życiowych był to jeden z najlepszych kursów, jakie kiedykolwiek przeszedłem.

John David Mann, Brandon Webb. Czerwony krąg. Historia snajpera Navy SEALs i trenera najskuteczniejszych strzelców amerykańskich sił zbrojnych (Kindle Locations 5894-5908). Wydawnictwo Znak. Kindle Edition.
Pewnie teraz układacie długą listę wykładowców, którzy powinni ten kurs zaliczyć.  Armia USA, uważa, że nauka rozwalania komuś łba z odległości kilkuset metrów pójdzie lepiej, jeśli instruktor nie będzie małpował szkolenia z "Full Metal Jacket". Dlaczego uczelnie szkoląc lekarzy, inżynierów czy prawników nie przykładają do tego takiej wagi? Owszem, trochę to kosztuje, ale nie aż tyle. 

A co dalej, po opuszczeniu murów uczelni i doktoracie? Debaty, wizyta w radiu, wystąpienie publiczne i gdy rozmówca nieprzychylny to klops.  Wróćmy do mundurowych. 

Aby przygotować McChrystala na konfrontację z dziennikarzami, sztabowcy zaczęli podrzucać mu pytania, które mogły paść podczas dyskusji.
...
Eksperci mają szukać problemów i bez trudu je znajdują. Objeżdżają cały kraj: Kabul, Chost, Kandahar. Oficerowie wywiadu składają im sprawozdania. Opowiadają o radzie talibskich przywódców, zwanej szura, ukrywającej się w mieście Kweta w Pakistanie. Pokazują w PowerPoincie slajdy ze zdjęciami najważniejszych talibskich liderów i z dużą pewnością siebie prezentują schemat organizacyjny siatki buntowników. Ale eksperci oczekują innych odpowiedzi. Podczas jednego ze spotkań Exum magluje składających sprawozdanie: kto kontroluje na tym obszarze dostęp do wody? Którzy z lokalnych przywódców mają największe wpływy? W jaki sposób są powiązani z buntownikami?
...
McChrystal przygotowuje się do konfrontacji z Kongresem. Pułkownik Richard Gross, adwokat McChrystala, odgrywa rolę życzliwego senatora z Południa, Mike Flynn zaś wciela się w zadającego niewygodne pytania liberała.
...

W jaki sposób uporać się ze sprawą Tillmana? Pat Tillman zginął w wyniku bratobójczego ostrzału w kwietniu 2004 roku w Afganistanie. McChrystal wiedział o tym niemal od samego początku, ale mimo to brnął w kłamstwo i podpisał fałszywą rekomendację do odznaczenia Tillmana Srebrną Gwiazdą. Pada w niej sugestia, że został on zabity przez wroga. Tydzień później McChrystal przekazał swym przełożonym notatkę, w której wyraźnie ostrzegał, że prezydent Bush nie powinien wspominać o przyczynach śmierci Tillmana. „Jeśli okoliczności śmierci kaprala Tillmana wyjdą na jaw”, pisał, może to postawić prezydenta „w kłopotliwym położeniu” 11. McChrystal, który miał olbrzymie doświadczenie ze służby w siłach specjalnych, zdołał uniknąć większości pytań o rolę, jaką odegrał w tej aferze. Armia zbadała sprawę, ale generał – choć zajmował wówczas stanowisko dowódcy – nie otrzymał żadnej reprymendy. Kiedy upubliczniono raport armii, nazwisko McChrystala zostało w nim zamazane. Nie zgodził się on również na udzielenie jakichkolwiek wyjaśnień rodzinie Pata Tillmana. Ale podczas przesłuchań w Kongresie nie będzie już mógł uchylać się od odpowiedzi. Duncan i reszta ekipy naradzają się: być może tym razem McChrystal będzie jednak musiał przeprosić."
...
Ma również przygotowaną odpowiedź na pytanie o sprawę Tillmana. „Zawiedliśmy jego rodzinę – oznajmia pięć lat po śmierci kaprala. – Przepraszam za to”

Michael Hastings. Wszyscy ludzie generała

czwartek, 12 stycznia 2017

Smog powoduje amnezję i obrazę uczuć religijnych

Dzielni prawicowi publicyści dziwią się światu (jak zawsze). 



No cóż, pamięć mają krótką, bo okładka Wprost z 21 sierpnia 1994 roku, czyli sprzed 23 lat, wyglądała tak (treść dostępna tu). Ten brak pamięci na prawicy, jest zabawny, bo okładką zainteresowała się prokuratura.  


"Po proteście przeora jasnogórskiego, zawiadomienie o przestępstwie złożyła T. Dubowska, psycholog z Warszawy, a ostatecznie wpłynęło ponad pół tysiąca podobnych zawiadomień. Prokurator po przesłuchaniu redaktora naczelnego uznał, iż skarżący nie zrozumieli intencji publikacji i sprawę umorzył. Ostatecznie sprawa trafiła do Europejskiej Komisji Praw Człowieka w Strasburgu, która w decyzji z 18 kwietnia 1997 r. uznała oczywistą bezzasadność skargi Dubowskiej i Skupa przeciwko Polsce. "  (źródło

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Cosplay Pratchetta jakiego jeszcze nie było.

"Zza barykady dobiegły podniesione głosy.

... wasze hełmy do nas należą i cala reszta odzieży,
nasi są wszyscy generałowie, przegra, kto na nas udeeerzy...
Morporkia, Morporkia, Morpooroorooorooooorrroorrr...

– Rebelianckie pieśni, sir – stwierdził żołnierz numer jeden.
Kapitan westchnął.
– Gdybyś słuchał, Hepplewhite, mógłbyś zauważyć, że to bardzo fałszywie śpiewany hymn państwowy.
– Nie możemy pozwolić buntownikom na takie śpiewy, sir!
Vimes dostrzegł minę kapitana. Wiele mówiła na temat idiotów.
– Wznoszenie flagi i śpiewanie hymnu, Hepplewhite, choć nieco podejrzane, nie są same w sobie aktem zdrady. A my jesteśmy pilnie potrzebni gdzie indziej. – Kapitan zasalutował Vimesowi, który odpowiedział tym samym. – Zostawiamy was zatem, sierżancie sztabowy. Życzę interesującego dnia. Prawdę mówiąc, wiem, że taki będzie.
– Ale to barykada, sir! – upierał się żołnierz, zerkając ponuro na Vimesa.
– To przecież tylko stos mebli, człowieku! Ludzie robili pewnie wiosenne porządki. "

Terry Pratchett "Nocna straż"
Przełożył Piotr W. Cholewa





Kto nie wierzy tu link

niedziela, 11 grudnia 2016

Żołnierzu, macie krostę na wardze.


MON w trosce o zdrowie i morale żołnierzy, wystąpiło ze wspaniałą inicjatywą. 

Korpus medyczny każdej armii prowadził takie pogadanki, drukował broszury a potem doszły filmy, wyświetlane żołnierzom w koszarach.  Niektóre z nich to arcydzieła sztuki filmowej, kręcone przez znanych reżyserów, napisane przez wybitnych scenarzystów. 

Warto je przypomnieć, aby nasza armia korzystała z najlepszych wzorców. 

Oglądać od 1 min. 42 sek. 


Men, since you are all getting a three-day
furlough before going into battle,
we would like to show you
this little hygiene play.


Goodbye. I hope you had a good time.
I did. I had a good time.

What's this sore on my lip?
I'd better see the doctor.

Doc, I have this sore on my lip.
- You have a social disease, my friend.
- Oh, my God.
If you do not treat it, you will go blind.
Or insane!

Well, men. That is the end of the play.


"Love and Death"  Woody Allen.