poniedziałek, 19 maja 2014

Brunon K. bohater Bolandy

Uwagę Billa zwrócił na siebie migoczący neon z napisem "Mrożone Szynki Koszerne, Sp. z O.O.". Na Arymana, zupełnie zapomniał, że jest przecież szpiegiem G.B.Ś.! O mało co, a przyłączyłby się do ataku na elektrownię. Chyba jeszcze zdąży uciec, zanim nastąpi kontruderzenie. Pocąc się trochę bardziej niż zwykle, zaczął torować sobie drogę w kierunku neonu. Wreszcie udało mu się przebić przez tłum i niczym zając pognał w poszukiwaniu schronienia. Chwycił za klamkę wychodzących na ulicę drzwi, ale były zamknięte. Ogarnięty paniką szarpał coraz mocniej, aż cały front budynku zakołysał się niebezpiecznie, trzeszcząc i poskrzypując w posadach. Bill osłupiał, zdumiony swoją siłą i w tej chwili ktoś syknął na niego głośno.

    - Chodź tutaj, ty bałwanie! - rozległ się wściekły głos. Bill spojrzał w bok i zobaczył wychylającego się zza rogu agenta Pinkertona, który machał do niego z groźną miną. Bill posłusznie skręcił za róg i znalazł się w sporawym tłumie. Miejsca jednak było dosyć, bowiem cały budynek okazał się tylko zrobioną z tektury makietą frontowej ściany, przymocowaną drewnianymi podporami do płyty czołowej atomowego czołgu. Dokoła pojazdu zgrupowani byli żołnierze w uzbrojeniu bojowym, oddział agentów G.B.Ś., jak również największa ilościowo gromada rebeliantów z powypalanymi przez pochodnie dziurami w ubraniu. Osobą stojącą najbliżej Billa okazał się android Wampyr.

   - Ty?!... - Zachłysnął się zdumieniem Bill. Android wykrzywił usta w starannie wyćwiczonym pogardliwym uśmiechu.

   - Miałem na ciebie cały czas oko. U nas nic nie jest pozostawiane przypadkowi. Pinkerton wyglądał przez dziurkę w fałszywych drzwiach.

    - Chyba wszyscy agenci już się wycofali - powiedział - ale na wszelki wypadek zaczekamy jeszcze chwilę. Według ostatnich danych w tej operacji brali udział szpiedzy z sześćdziesięciu pięciu agencji wywiadowczych i kontrwywiadowczych. Ci buntownicy nie mają żadnych szans...

   W gmachu elektrowni rozjęczała się syrena. Musiał to być umówiony sygnał, bowiem na jej dźwięk żołnierze zaczęli rąbać drewniane podpory. Kartonowa budowla zachwiała się i runęła z trzaskiem.

   Plac Szowinistów był pusty.

   To znaczy, niezupełnie. Bill przyjrzał się dokładniej i stwierdził, że został jeden człowiek Trudno go nawet było dostrzec. Z początku biegł w ich stronę, ale kiedy zobaczył, co kryje się za fałszywą fasadą, zatrzymał się z żałosnym piskiem.

    - Poddaję się! - zawołał i Bill rozpoznał w nim człowieka nazwiskiem X. Otworzyła się brama elektrowni i na plac wyjechały samobieżne miotacze ognia.

    - Tchórz - prychnął pogardliwie Pinkerton i zarepetował pistolet - Nie próbuj się teraz wycofać, X, przynajmniej umrzyj jak mężczyzna!

   - Nie jestem X-em, to tylko nom - de - espionage! - Krzyknął X, zdzierając fałszywą brodę i wąsy, i odsłaniając nieciekawą, drgającą nerwowo twarz z mocno zarysowaną szczęką. - Jestem Gill O' Teen, absolwent Cesarskiej Szkoły Kontrwywiadu i Służby na Dwa Fronty. Przydzielono mi to zadanie, mogę to udowodnić, mam dokumenty, książe Mikrocephal zapłacił mi za obalenie jego wuja, po to, by on mógł zostać Cesarzem...

    - Masz mnie za idiotę? - warknął Pinkerton mierząc starannie z pistoletu. - Stary Cesarz, niech spoczywa w pokoju, umarł rok temu i jego miejsce zajął właśnie książę Mikrocephal. Nie możesz obalić człowieka, który cię do tego wynajął!

    - To przez to, że my tu nigdy nie czytaliśmy gazet! - jęknął X alias O'Teen.

    - Ognia! - rozkazał surowym tonem Pinkerton i ze wszystkich stron runęła ulewa żaru, atomowych promieni, kul i granatów.

Bill, Bohater Galaktyki
Harry Harrison  przekład : Arkadiusz Nakoniecznik


Pętla tajnych służb zaczęła się zaciskać wokół doktora chemii Brunona Kwietnia w roku 2012. Funkcjonariusze ABW przeniknęli w szeregi jego konspiracji tak głęboko, że stali się jedynymi jej uczestnikami. Pomagali mu przygotować plan wysadzenia w powietrze Sejmu, ale też podsuwali inne pomysły. W sprawie o kryptonimie "Doktor" wielokrotnie zacierały się różnice pomiędzy tym, co chciał zrobić niedoszły terrorysta, a tym, do czego zainspirowali go agenci.

Gazeta Wyborcza
Terror po polsku. Brunon Kwiecień - kryptonim "Doktor"
Wojciech Czuchnowski, Jarosław Sidorowicz 

4 komentarze:

  1. „Gdy zbiera się czte­rech spiskowców, dwaj z nich to moi lu­dzie” miał powiedzieć Fouché. Minęło 200 lat i oto postęp: wszyscy spiskowcy są agentami oprócz jednego. Co skądinąd bardzo kiepsko świadczy o spiskowcach. Niczego się nie nauczyli.

    OdpowiedzUsuń
  2. Gammon No.8220 maja 2014 07:24

    W Rostowie nad Donem, chyba za Mikołaja II, wykryto tajną organizację, której wszyscy (co do jednego) członkowie byli z jakiejś tajnej policji ziemnej, wodnej lub balonowej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niedostatek spiskowców nowy rząd PiS-u rozwiąże dekretem, uznającym za spisek każde polityczne zebranie bez obecności jednego arcybiskupa i dwóch biskupów sufraganów.

    OdpowiedzUsuń
  4. To Chesterton opisał taką sytuację, że infiltracja organizacji anarchistycznej doprowadziła do tego, że sztab główny był złożony z niewiedzących o sobie agentów różnych służb, i co najważniejsze znakomicie w takiej wersji działał.

    OdpowiedzUsuń