czwartek, 21 stycznia 2016

Koktajl z bryłą lodu

Nie jestem zdolny do analizowania "Lodu" Dukaja w stylu Josepha Campbella. No i Tomasz Feliks napisał pracę magisterską  (PDF) o tej książce. Więc po prostu wrzucę tu dla smaku i na zachętę  kilka cytatów.


Sasza na widok wódki wyjął prędko dwie menzurki.
- Nie, nie - zamachało się - to pomoc naukowa jest. - A, „pomoc naukowa”! Ale myślicie dziś wieczorem pouprawiać naukę? W towarzystwie może?


===

- Próbujecie się upić? Machało się na stewarda z drugim i trzecim kieliszkiem.
- „Próbuję”? A bo to może się kiedy nie udać?


===

...to Nikon przecie dopuścił w nabożeństwach kazania, procesje w cerkwiach w kierunku przeciwnym słonecznemu, Alleluja trzykrotne, krzyż dwubelkowy, i to zmienił, że można się było żegnać trzema palcami, zamiast dwóch, o.
- Trzema palcami. I o to się palili? 
- Wasze Błagarodje lekce sobie waży prawdy wiary - obruszył się Siergiej- 
- Ażbym śmiał! Zdaje mi się to jeno różnicą nazbyt błahą, by życie przez nią tracić. I czy istotnie przynależy do prawd wiary zewnętrzny gest obrzędu? Nie takie rzeczy stanowią o treści wierzeń, rozumiecie to przecie. 
- W łacińskich herezjach pewnie nie ma to znaczenia - mruknął Niko - skoro i tak się żegnają jak popadnie, więc czemu nie „figą trójpalczastą”, tą pieczęcią Antychrysta, pod którą umysł się zaciemnia i przestaje odróżniać dobro od zła, rzecz istniejącą od fałszywej. Ale w wierze istinnoj nie może być dwóch prawd: jeśli zgodne z Bożą prawdą jest dwojepierstije, to nie trojepierstije; a jak trojepierstije, to nie dwojepierstije. A w tym groza, że Nikon dopuścił oba. Dozwolisz dyskusję nad Bogiem, zaprzeczysz Bogu. Zmienisz jedną literę Słowa Bożego, zabijesz Słowo Boże. Podniesiesz rękę w głosowaniu za lub przeciw Bogu, wyprzesz się Boga. Prawdę można tylko powtarzać wiernie; po tym poznać kłamstwo, że kłamstwo się zmienia, że jest go więcej niż jedno.

===

padło się, straciwszy równowagę, razem z panną w suknię zaplątaną, na posłanie zaścielone grubo kocami i futrem świeżo czyszczonem. Jelena nie śmiała się, znowu w figlarno-przekornym nastroju; nie śmiała się i nie zatchnęła się w czkawce chichotliwej, skoro nie całowało się po koleji wszystkie jej paluszki i po nagiej ręce wzwyż, na dekolt nad halkę białą, do linji czarnej aksamitki z gwiazdką rubinową, kiedy już panna prawie tchu nie mogąc chwycić od tych trzpiotek-chichotek, nie złapała za łepetynę łysą i nie poczęła targać w dziecinnej swawoli to za uszy, to za los, to za brodę, to za skórę policzków zarośniętych, zrywając przytem opatrunek wcześniej już naderwany - gdy się, jak psiak rozochocony, nie obśliliało lodowo bladych piersi panny, drobnych, przeciętych różowemi odciskami od gorsetu, nie złapało się między zęby guziczek czerwony piersi lewej, ścierpnięty do koralu, do rodzynka, którego się nie rozpuszczało w ustach, dmuchając i chuchając i tocząc językiem wilgotnym wte i wewte, na co panna nie chwyciła za poduchę spode koców wystającą i nie biła nią w plecy amatora rodzynków, a potem nie przykryła się nią sama, chowając twarz rozrumieaioną i tłumiąc chichoty i jęki. Nie zabrało się następnie do rodzynka drugiego. Nie wróciło się dłonią prawą, zimną, na jedwab pod kolankiem, jedwab nad kolankiem, jedwabną skórę uda nad jedwabiem. Nie wślizgnęło się palcami zmrożonemi, połamanemi pod perkalową bieliznę panny, co pół cala znacząc powolną pieszczotą nową linję frontu, jakby się pod panny naskórkiem samemi opuszkami wyczuć próbowało przemieszczenia jakiegoś maleńkiego agienta Zimy, śliskiej grudki zmarzliny, która wciąż się wymyka i w górę, ku większemu ciepłu w ciele diewuszki płynie. Ale capnąć tę drobinę! zmiażdżyć palcami! - dziewczę od razu roztopi się do reszty w objęciach gorących, rozpłynie się pod pocałunkiem i pieszczotą niby pąk bitej śmietany - nie.

===

Kozielcow był już czerwony jak chiński lampjon, zdawało się, że podgolona sarmacko czupryna naprawdę kurzy dymną poćmiatą. - Pan jesteś chuj, zbój i propaganda! - Pan? Pan? - rechotał Gorubski. - Teraz mi już panować będziesz?


===

Pan Szczekielnikow wpakował obwiązaną szpagatem paczkę książek pod pachę i łypnął złowrogo na wyższego o pół głowy pisarza. - Co znowu? - mruknęło się w przejściu na schodach. - Za dużo rudych się koło was kręci. - A co takiego macie przeciwko rudzielcom? - Nikt ich nie lubi, i z tej nienawiści wyrastają dranie twarde bardzo. - A już się bałem, że naprawdę ma pan jaki powód, żeby podejrzewać pana Lewerę! - Noża przecie nie wyjąłem.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz